Dziennik Bałtycki » Blogi » Z panem Blogiem » Nieutracona niewinność Johna Lennona

Nieutracona niewinność Johna Lennona

Data dodania: 2010-12-08 12:29:47 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-12-08 12:55:55

Dariusz Szreter

PrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Nieutracona niewinność Johna Lennona

Środa, 8 grudnia 2010

W 30 lat po śmierci Johna Lennona nie sposób nie postawić pytania, kim byłby on dziś, gdyby tamtego tragicznego wieczoru 8 grudnia nie dosięgnęło go pięć kul, kaliber 38? Czy jego legenda zbudowana na zawrotnej karierze the Beatles, a nieco nadwątlona w latach 70., wytrzymałaby próbę czasu, bez swoistego uświęcenia bezsensowną śmiercią z ręki niezrównoważonego fana? Pokusa by przy odpowiedzi na to pytanie posłużyć się się analogią, pokazując, co dziś robią inni słynni rockowi 70-latkowie, wiedzie na manowce. Weźmy na przykład takiego Paula McCartney'a, wieloletniego druha, a zarazem rywala Johna. Nie ma porównania. Przy całym uznaniu dla talentu sir Paula, pozostaje on jedynie przystojnym autorem urokliwych piosenek, podczas gdy Lennon był buntownikiem, prorokiem, świętym i grzesznikiem w jednej osobie.
∨ Czytaj dalej
Trochę jak Bob Dylan. Ale Dylan niemal przez całą, półwieczną karierę, prowadził grę z publicznością. Chował się za kolejnymi maskami, celowo zamazywał swój publiczny obraz, mieszał i gubił tropy, z twarzą pokerzysty porzucał idee, zmieniał religie. Lennon natomiast był szczery, do granic ekshibicjonizmu. Do końca pozostał też idealistą. To było jego siłą przez dwie dekady kariery. Czy starczyłoby jej na kolejne 30-lecie?
***
Pierwsze piosenki Beatlesów poza melodyjnością i żywiołowością wykonania zachwycają nadal swoją naiwnością przekazu. Ich świat jest absolutnie prosty: jedyną rzeczą jakiej pragnie chłopak jest to, żeby trzymać dziewczynę za rękę ("I Wanna Hold Your Hand"), kiedy los ich na jakiś czas rozdzieli, to on i tak pozostanie jej wierny i ocali uczucie ("All My Loving"), a jeśli nawet ma w życiu pod górkę i musi ciężko harować przez cały dzień, to i tak wraca do domu szczęśliwy, bo wie, że ona tam czeka ("A Hard Day's Night"). Te utwory trafiały, i do dziś trafiają, prosto w serce, mimo, że nawet jak na tamte czasy, były nadto ugrzecznione, choćby w porównaniu z dużo bardziej "życiowymi", żeby nie powiedzieć cynicznymi tekstami amerykańskich klasyków, które Beatlesi też mieli w repertuarze, takimi jak "Long Tall Sally" czy "Money". Nawiasem mówiąc John, Paul, George i Ringo też swoje o życiu wiedzieli. Z całej czwórki tylko najmłodszy, George, wychował się w pełnej rodzinie. A potem, jako niespełna dwudziestolatkowie zdążyli się napatrzyć na inny rodzaj miłości, nie tylko występując, ale i pomieszkując na zapleczu hamburskiego "Star-Club", w sercu St. Pauli, dzielnicy czerwonych latarni. John, który już w 1963 wziął potajemny ślub ze swoją ciężarną dziewczyną Cynthią, też szybko przekonał się, że fraza "...a potem żyli długo i szczęśliwie", to jedynie pobożne życzenie z bajek. A jednak wyśpiewywane przez nich refreny o uczuciu, które zawsze jest pierwsze, i zawsze trwa na wieki, nadal zadziwiają siłą oddziaływania na kolejne pokolenia fanów.


***
Cóż, można powiedzieć, że show biznes od zawsze specjalizował się w sprzedawaniu marzeń. Ale już nadciągało nowe. W USA popularność, początkowo jako autor, potem także wykonawca, zdobywał wspomniany wcześniej Bob Dylan. W swojej twórczości nawiązywał on do tradycji muzyki folk, pisał piosenki o życiu górników, bezrobotnych, włóczęgów, snuł apokaliptyczne wizje możliwej zagłady atomowej i zapowiadał nadejście nowych czasów, w których młodzi zmiotą porządek zaprowadzony przez starych. Pod jego wpływem Beatlesi, w poszukiwaniu tematów do piosenek, też zaczęli baczniej rozglądać się wokół, ale też spoglądać w głąb siebie. Wiązało się to z również z ich doświadczeniami ze środkami halucynogennymi, głównie LSD. Ten psychodeliczny okres zaowocował najdojrzalszymi muzycznie działami zespołu, ale dla Johna nie był do końca udany. Pojawiły się zawirowania w życiu osobistym (kryzys pierwszego małżeństwa, początek romansu z Yoko Ono), a pieniądze i sława nie przynosiły takiej satysfakcji, jakiej należało oczekiwać. Narkotyki, a potem medytacje pod kierunkiem Maharishiego Mahesha Yogi, nie przyniosły upragnionego oświecenia. Wokół trwała młodzieżowa rewolucja, ale skoncentrowany niemal wyłącznie na sobie Lennon skwitował ją krótkim: "You can count me out" (Na mnie nie liczcie).
Kompozycje Johna, począwszy od 1966 roku, pełne były zawiłości i niepokoju ("Tomorrow Never Knows", "A Day In The Life", "I'm A Walrus", "Happiness Is A Warm Gun"), a nawet depresji i desperacji ("I'm So Tired", "Yer Blues"). Poza "All You Need Is Love" i Strawberry Fields Forever", największe singlowe hity Beatlesów z tego czasu wyszły spod ręki Paula ("Hey, Jude", "Lady Madonna", "Penny Lane", "Get Back", "Let It Be") a jeden ("Something") nawet George'a Harrisona.


***
Rozpad the Beatles, opłakiwany przez fanów w 1970 r., a także przez wiele następnych lat, był dla Johna wybawieniem. Okazją do odrzucenia ciążącej przeszłości i rozpoczęcia nowego rozdziału. Z nową żoną, Yoko, która była dla niego jednocześnie artystycznym partnerem, niczym kiedyś Paul McCartney, i nowym zespołem. Ale też nowym sposobem poradzenia sobie z demonami przeszłości, przede wszystkim traumą, jaką wywołało porzucenie go przez rodziców w dzieciństwie. Rozwiązaniem okazała się terapia metodą "pierwotnego krzyku", zaproponowana przez amerykańskiego psychologa Arthura Janova. Nareszcie mógł zacząć myśleć o innych.
Z pewnym opóźnieniem Lennonowie podłączyli się do ruchu pacyfistycznego, ale szybko stali jego ikonami. W ślad za happeningami i deklaracjami poszły piosenki: "Give Peace a Chance", "Happy Xmas (War is Over)", "Mind Games", w której proponował "umysłową partyzantkę", obalającą bariery i niosącą ducha pokoju i miłości, czy najwspanialsze z jego postbeatlesowskich dokonań - "Imagine", gdzie namawia do wyobrażenia sobie idealnego świata bez granic, wojen, czy rodzących konflikty religii. I znów - paradoksalnie - okazało się, że skrajna naiwność i idealizm to najlepszy sposób na zapewnienie piosence nieśmiertelności. Po prawie 40 latach, z których każdy rok, w mniejszym lub większym stopniu, odznaczył się się w kronikach gwałtu, przemocy, wyzysku i niesprawiedliwości, piosenki te nadal są powszechnie grane i słuchane ze wzruszeniem.


***
Jak długo można być pierwszym naiwnym? W przypadku Lennona odpowiedzi na to pytanie już nie poznamy. On sam zresztą ten wizerunek eksploatował zaledwie kilka lat by potem, odciąć się od przemysłu muzycznego, zaszyć w prywatność i poświęcić wychowaniu syna. W tym czasie scenę rockową zdemolował ruch punk, który do pewnego stopnia można też uznać za wyraz idealizmu, ale innego rodzaju - pełnego agresji, nawołującego do anarchii, obalającego autorytety, także te ze świata muzyki.
Lennon wrócił po pięciu latach milczenia z albumem "Double Fantasy", który trudno uznać za jego pełne dzieło - połowę piosenek skomponowała i zaśpiewała Yoko. W najważniejszym bodaj utworze, "Watching the Wheels", autor przyjmuje postawę obserwatora, który z dystansu przygląda się sprawom tego świata, owym "kręcącym się kołom" i z wyżyn swojej samotni tam, gdzie inni widzą problemy, on dostrzega jedynie rozwiązania. Jakie? Tego już wyśpiewać nie zdążył.

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

nIzWxvSRLcDquyCl

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

FsdvnWMvhP (gość), 31.12.10, 03:03:02

Q1PzxQ nriebgecraqj, [url=http://kuqvgtvblane.com/]kuqvgtvblane[/url], [link=http://ycedcpvtvnzx.com/]ycedcpvtvnzx[/link], http://mevtxbgdzcah.com/

odpowiedzi (0)

skomentuj

Rozrywka

Dziennik Bałtycki

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Dziennik Bałtycki", środa 23.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Biuro Prenumeraty

Targ Drzewny 9/11
80-894 Gdańsk
tel. 58 30 03 694
infolinia 801 15 00 26

Prenumerata

Zamów prenumeratę

Reklama:

Biuro Reklamy Gdańsk
Gdańsk, Targ Drzewny 9/11
tel. 58 30 03 274
fax. 58 30 03 202

Biuro Reklamy Gdynia
ul. 10 Lutego 11
C.H. BATORY - III p.
(wejście od ul. Batorego)
tel. 58 660 65 11
fax 58 660 65 14

Reklama

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

Polska Dziennik Bałtycki

80-894 Gdańsk
Targ Drzewny 9/11
tel. 058 30 03 300
fax 058 30 03 303

Redakcja


Oddziały lokalne redakcji

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikBaltycki.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.