Maluchy bez kurtek wyszły na mróz

    Maluchy bez kurtek wyszły na mróz

    Ewelina Oleksy

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Maluchy bez kurtek wyszły na mróz
    Dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 12 na Ujeścisku w poniedziałek marzły na podwórku bez kurtek i w półbutach. Powód? Przeprowadzane przy 3 stopniach mrozu ćwiczenia ewakuacyjne, mające maluchy nauczyć tego, jak się zachować w razie pożaru. Rodzice są wściekli i zapowiadają, że powiadomią kuratorium. Dyrekcja SP nr 12 przeprasza i obiecuje, że to się więcej nie powtórzy.
    Maluchy bez kurtek wyszły na mróz
    - Moje 7-letnie dziecko wyszło na zewnątrz w cieniutkiej bluzce i trampkach. Po zakończeniu ćwiczeń trzęsło się z zimna, miało też przemoczone skarpetki. Przeprowadzenie akcji w takich warunkach to nieodpowiedzialność, nie zamierzamy tego tak zostawić - denerwuje się mama jednego z uczniów. Z podobną skargą zadzwoniła do nas babcia 6-latka z SP nr 12, z zawodu lekarka. - Wnuk dopiero co wyszedł z infekcji, cały czas bierze leki.
    Gdy ogłoszono alarm, jego kurtka zamknięta była w szafce. Szkoła jest świetna i nie mieliśmy do niej zastrzeżeń, ale poniedziałkowa sytuacja bardzo nas rozczarowała - żaliła się kobieta. Zdenerwowani rodzice zbierają już podpisy pod skargą, którą chcą złożyć w Kuratorium Oświaty.

    - Mają prawo to zrobić i będę się z tego tłumaczyć, ale wypełniałam tylko swoje obowiązki - mówi Iwona Furmańczuk, dyrektor SP nr 12. Wyjaśnia, że o ewakuacji informowała wcześniej nauczycieli i że niemal wszyscy zdążyli ubrać dzieci przed wyjściem ze szkoły. - Tylko wychowawcy dwóch klas nie zdążyli i dzieci wyszły bez okryć - ubolewa dyrektor. Tłumaczy też, że termin ćwiczeń to nie jej wymysł, tylko wymóg prawa. - Latem zmieniły się przepisy przeciwpożarowe. Wymagały opracowania nowych instrukcji i przeszkolenia pracowników. Trzeba to było zrobić przed końcem listopada, niestety pogoda nam nie dopisała - mówi Furmańczuk. Jednocześnie podkreśla, że akcja nie trwała na tyle długo, by mogła zagrażać zdrowiu maluchów. - Od momentu wyjścia z budynku do wejścia z powrotem minęło zaledwie 2,5 min - zapewnia. Nerwy rodziców jednak rozumie. - Przepraszam i myślę, że to się więcej nie powtórzy. Proszę jednak, żeby spojrzeli na drugą stronę medalu. Gdybyśmy ćwiczeń nie zrobili , a odpukać, coś by się naprawdę stało, wtedy żal byłby większy - wskazuje.

    - Alarmy przeciwpożarowe są potrzebne i wymagane przepisami. Wskazane jest, by odbywały się w jak najbardziej prawdopodobnych warunkach. W przypadku prawdziwego pożaru uczniowie też nie mieliby raczej szans, by zdążyć pójść po ubrania do szatni - komentuje Jerzy Jasiński, wicedyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miejskiego w Gdańsku. - Jednak w związku z ostrym atakiem zimy w tym wypadku należało podejść do ćwiczeń z bardzo dużą rozwagą i zobaczyć, czy nie można tego zorganizować inaczej, czy nawet przenieść na inny termin - wskazuje Jasiński.
    Zdzisław Szudrowicz, pomorski kurator oświaty, także uważa, że termin akcji był nietrafiony. - Ale nie mogę występować o ukaranie dyrektora za działanie, którego wypełnienie było obowiązkowe i zgodne z prawem. Niemniej wizytator dokładnie się tej sprawie przyjrzy - zapewnia Szudrowicz.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama