Piotr Duda: Mniej Solidarności w Gdańsku

    Piotr Duda: Mniej Solidarności w Gdańsku

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Piotr Duda: Mniej Solidarności w Gdańsku

    ©fot. dziennik zachodni

    Z Piotrem Dudą, nowym przewodniczącym NSZZ Solidarność, rozmawia Artur S. Górski
    Piotr Duda: Mniej Solidarności w Gdańsku

    ©fot. dziennik zachodni

    Jakie będą pierwsze Pańskie decyzje? Czy Komisja Krajowa przeniesie się do Warszawy? To połowa drogi między Katowicami a Gdańskiem.
    Nie przeniosę do Warszawy siedziby związku. Nie będzie przenoszenia biur, czyli zakładu pracy, jakim jest struktura Komisji Krajowej Solidarności. Chcę jednak uprościć logistycznie jej obrady, ułatwić dojazd. Warszawa jest przecież lepiej skomunikowana z resztą kraju.
    Chcemy być bliżej ludzi, bliżej związkowców. Dlatego chcę, jeśli zajdzie taka potrzeba, żeby obrady odbywały się w innych miastach, tam, gdzie akurat trwa protest czy upada zakład pracy. Komisja Krajowa to najważniejsza po zjeździe delegatów władza związku. By Region Gdański i jego szef Krzysiek Dośla nie poczuli się opuszczeni, to zapewniam, że co trzecia Komisja Krajowa może być organizowana w Gdańsku. Trzeba być z ludźmi i dla ludzi pracować. Na tym polega Solidarność.

    Jak wygląda obecnie dialog związkowców z rządem?
    My chcemy rozwiązywać problemy, a rząd koncentruje się na PR-owskich sztuczkach. Tym się różnimy. Warunek dialogu, tego autentycznego, wychodzącego od serca, to taka zmiana postawy, by rząd uznał, że związki zawodowe są bardzo ważnym elementem życia społecznego. Jeśli rządzący to uznają, to wszystko będzie w porządku i do czegoś pozytywnego uda się doprowadzić. Niestety, z tamtej strony przeważa póki co takie rozumowanie, że my jesteśmy złem koniecznym, że władze muszą z nami rozmawiać, bo ustawy wprost narzucają choćby pozorowany dialog. Na rozmowy tak motywowane szkoda czasu. To się skończy jak we Francji. My dialogu chcemy i mamy nadzieję, że rząd nie zachowa się jak ekipa Sarkozy'ego. Tego bym nie chciał. Jestem człowiekiem dialogu, szukającym konsensusu i kompromisu.

    Krytykując rząd naraża się Pan, że ktoś wyciągnie wniosek: oto Duda, oto Solidarność znów chce uprawiać politykę, miesza się do polityki…
    Jak ktoś chce uderzyć politycznym obuchem, to pretekst też znajdzie. Będę rozmawiał z każdym. Nie będę przecież się gniewał na rzeczywistość. Nie po drodze nam z neoliberałami, ale się nie obrażam, że rząd sprawuje Platforma przy wsparciu PSL. Nie będę się na to gniewał bo chcę rozmawiać, ale nie chcę pozorowanego dialogu. Od ponad roku nie uczestniczę w spotkaniach Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego w Katowicach. Uznałem, że to mija się z celem. Jako szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności przeżyłem trzech wojewodów. Bardzo dobrze się rozmawiało z tym z SLD i z tym z PiS. A teraz mam przyjść tylko po to, by napić się kawy z wojewodą Łukaszczykiem? Dziękuję. Lepszą kawę mam w zarządzie regionu.

    Gdzieś jednak trzeba ten dialog prowadzić, by politycy słyszeli odmienne zdania i koncepcje, by wypracowywać ten konsensus.
    Niestety, coraz wyraźniej widać, że polityka oszczędności, tego niby wychodzenia z kryzysu, odbywa się kosztem ludzi pracy i tych nie najlepiej sytuowanych. Płaca minimalna jest utrzymywana na żałośnie niskim poziomie. Odbywa się sięganie do kieszeni, ale nie po równo do każdej z nich. Koszty kryzysu przerzucane są przez rząd Tuska na najuboższych. Bogatych kryzys omija. Nie ma tu solidaryzmu społecznego. Co do płacy minimalnej, to jest dyrektywa Unii Europejskiej, która zmierza w tym kierunku, aby w poszczególnych państwach była ona na poziomie 60 procent średniego wynagrodzenia. Nasi decydenci i pracodawcy nie chcą o tym słyszeć.

    ...często powołując się w innych kwestiach na przykłady z Unii
    Cóż, zostawmy dyrektywy. Ale nawet realizacja porozumienia jeszcze z rządem Jarosława Kaczyńskiego o dojściu najniższego wynagrodzenia do poziomu 50 procent średniej płacy napotkała opory. To nie są kwoty, które wywracają budżet. To ustawienie pensji na poziomie skromnej egzystencji. Dla wielu te 1300 zł z hakiem to warunek przeżycia. Wiele zakładów pracy ustawione ma wynagrodzenia na tym poziomie minimalnej płacy. Na to nakłada się kwestia manipulowania umowami z pracownikami czy tzw. outsourcingu, gdzie przedsiębiorstwa podnajmują sobie wykonawców usług i płacą najniższe wynagrodzenie. Ludzie przyparci do ściany chcą po prostu choć trochę zarobić, by podnieść poziom swojego życia. Dobrze jest mądrzyć się ekspertom i ekonomistom, gdy mają pełny portfel i nie muszą się o nic martwić, dostając po 30 tysięcy miesięcznie. Hasełka można sobie głosić, przekonywać do zaciskania pasa. Te propozycje podnoszenia wieku emerytalnego, minimalne wynagrodzenie na głodowym poziomie są niedopuszczalne. Trzeba powrócić do rozmów o emeryturach pomostowych i o tym, by w Polsce ustalić poziom płacy minimalnej w wysokości 60 procent średniego wynagrodzenia

    Jaka jest Pańska opinia na temat tego, co zdarzyło się w Łodzi?
    Jest w sprawie łódzkiej tragedii stanowisko związku, przyjęte na zjeździe krajowym. Podkreślamy w nim, że ten dramat to efekt poziomu lub raczej braku elementarnego poziomu dyskusji politycznej. Język i forma tej dyskusji sięgnęły bruku. Politycy niczego się nie nauczyli. A mieli okazje. Kiedy zmarł nasz ukochany Ojciec Święty słyszeliśmy: "teraz wszystko będzie inaczej, wspólnie i pięknie, a Polska będzie cudowna". Nie minęło parę miesięcy i wszystko wróciło do nienormalności. W kwietniu katastrofa smoleńska. Łączymy się w smutku. Obietnice padają, że wszystko będzie inne, że jesteśmy razem. Minęło parę tygodni, ba, dni, i co się dzieje? Tragedia w Łodzi polityków też nie nauczy niczego.

    Teatr polityczny toczy się dalej, ale i związek przeżył wstrząs. Kończy się pewna era, zaczyna czas Piotra Dudy?
    Pokazaliśmy na naszym zjeździe krajowym, że można się pięknie różnić, że można przy okazji wyborów rozmawiać o organizacji, że można dyskutować pozytywnie, że po wyborach zorganizować się i zaprosić tego, który je przegrywa, do współpracy. Wśród polityków też są ludzie dobrej pracy, mający serce i działający dla ludzi.

    Związek, by był skuteczny, musi zjednać sobie nowych członków. Jak przekonać ludzi młodych, pracowników, by zechcieli wstępować do związków?
    Jest za nami 30 lat historii, wspaniałej, niepowtarzalnej drogi, ale czas najwyższy, aby zastanowić się nad przyszłością związku. Dawno skończyły się czasy, że na słowo "Solidarność" otwierały się wszystkie drzwi. Teraz na hasło "związek, Solidarność" to raczej się zamykają. Jeśli wyczerpią się możliwości dialogu, to trzeba działać zdecydowanie. Po pierwsze, musimy zachować równowagę między teraźniejszością a historią. Musimy być skuteczni, a będziemy skuteczni, jeżeli młodzi ludzie będą zapisywać się do związku. Powinni mieć poczucie, że warto należeć do związku, by w trudnych momentach mieć wsparcie. Związek to taka firma ubezpieczeniowa. Płacimy składki i w trudnych momentach zyskujemy wsparcie i pomoc. Na etos znajdziemy czas. Prawda jest brutalna. Finansujemy się ze składek członkowskich i z tych składek dbamy też o historię. Historia w Solidarności splata się z teraźniejszością i z rzeczywistością. Historia związku jest piękna, ale przede wszystkim trzeba dialogu, prowadzić sprawy do przodu i rozwiązywać tematy bieżące.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama