Cała sprawa zaczęła się od upublicznienia przez jedną z lokalnych telewizji zdjęcia, na którym uwieczniono dwóch mężczyzn spożywających alkohol w siedzibie Straży Miejskiej w Lęborku. Panowie (niezwiązani zawodowo z tą instytucją), po godzinach pracy straży, urządzili sobie ucztę w obecności jednego ze strażników, który - jak zapewniał komendant - alkoholu z nimi nie spożywał. Sprawa odbiła się szerokim echem i gorąco była komentowana przez mieszkańców.
- Na moją decyzję wpłynęła całość zebranego materiału w tej sprawie - mówi Włodzimierz Klata, zapytany o to, czy taka kara nie jest zbyt pobłażliwa.- Strażnik bez specjalnego przymusu ujawnił nam istotne dla sprawy okoliczności - wyjaśnia Klata.
- Nie bez znaczenia była także dotychczasowa nienaganna służba strażnika.
Burmistrz wyciągnął konsekwencje także wobec komendanta SM Tomasza Sobisza. - Komendant otrzymał naganę za brak właściwego nadzoru nad podwładnym - wyjaśnił Włodzimierz Klata.
Sam Sobisz karę przyjął z pokorą. - Nagana, którą otrzymałem, jest słuszna - usłyszeliśmy od komendanta. - Czuję się winny zaistniałej sytuacji i jest mi wstyd. Na pewno podobna historia się nie powtórzy - zapewnia.
Burmistrz polecił także wprowadzenie szczelniejszych procedur w straży oraz zabezpieczeń technicznych, które w przyszłości mają zapobiec podobnym incydentom. Gdy zapytaliśmy, jakie konkretnie rozwiązania ma na myśli, odpowiedział krótko:
- Skuteczność tych procedur polega na tym, że nie będą powszechnie znane - zastrzegł Włodzimierz Klata.
Niestety, wszystko wskazuje na to, że ta niechlubna historia będzie kosztować strażników znacznie więcej niż naganę. Upublicznione kilka dni temu zdjęcie wywołało bowiem burzliwą dyskusję wśród mieszkańców i lęborskich radnych miejskich, którzy coraz częściej stawiają pytanie, czy Straż Miejska w ogóle w Lęborku jest potrzebna? Część radnych już zapowiedziała, że będzie żądała od burmistrza wyjaśnienia tej sprawy na najbliższej sesji rady miejskiej 10 września.
- Jeśli to prawda, taka sytuacja jest skandaliczna - komentuje radny Jarosław Walaszkowski.
- Straż Miejska i tak niewiele robi. Praktycznie ich nie widać na ulicach Lęborka. Dodzwonić się do nich też bardzo trudno - nie szczędzi słów krytyki napotkany na ul. Staromiejskiej mieszkaniec Lęborka.