Przypadek relacjonuje oburzony tczewski radny Mirosław Kaffka, do którego zgłosiła się poszkodowana (chce pozostać anonimowa). Wersji tej nie potwierdzają kontrolerzy.
Według radnego, wszystko rozegrało się po godz. 16 w autobusie linii nr 19. Na przystanku przy ul. Gdańskiej w Tczewie wsiadła do niego mieszkanka. Niestety, podczas kasowania przerwał się jej ulgowy bilet za 1,10 zł (kobieta jest emerytowaną nauczycielką i przysługuje jej zniżka). Kiedy przejechała kilka przystanków i była na ul. Jagiellońskiej, uznała jednak, że lepiej będzie, gdy skasuje jeszcze jeden dodatkowy bilet. W tym momencie weszli do pojazdu kontrolerzy. Kiedy pasażerka wyjmowała z kasownika drugi skasowany bilet, zaczęła się jej "przygoda", która trwała aż dwie godziny!
Jak mówi radny, dwaj kontrolerzy jeździli z kobietą po całym Tczewie. Trwało to tak długo, że "dziewiętnastka" zaczęła nowy kurs, ale już na linii nr 2. Ostatecznie rewizorzy zdecydowali się pojechać z kobietą na policję. - W drodze na komendę mieszkanka przewróciła się i zraniła. Kontrolerzy nawet nie pomogli jej wstać - dodaje Kaffka.
Później kobieta odwiedziła biuro tczewskiego oddziału Veolii, firmy świadczącej usługi komunikacyjne na terenie miasta. Tam dowiedziała się, że w rezultacie otrzymała trzy mandaty. Pierwszy za jazdę bez biletu w autobusie linii nr 19, drugi za podróż w "dwójce", a trzeci za zatrzymanie pojazdu przed komendą policji, choć jak mówiła radnemu autobus stanął na prośbę kontrolerów.
- W tej sytuacji nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać - dodaje Kaffka. - To skandaliczna sytuacja. W mojej ocenie kontrolerzy zasługują na dyscyplinarne zwolnienie, a nawet jeśli ich firma ma kłopoty finansowe i w tak perfidny sposób chce łatać dziury w budżecie, to dla mnie jest to żenujące.
Kontrolerzy pracują w firmie Atut. Jak tłumaczą w raporcie, kobieta w "19" nie miała biletu, a ponieważ odmówiła okazania dokumentu tożsamości, skorzystali z pomocy policji. Później kobieta wsiadła do innego autobusu - właśnie linii nr 2 - a inny kontroler skontrolował jak się później okazało tę samą pasażerkę, która nie miała ważnego biletu.
- Niemniej anulowano jej mandat za brak biletu w autobusie linii nr 19 i za zjazd przed komendę policji, gdyż przedstawiła przerwany bilet - tłumaczy Małgorzata Kludzikowska z Veolii, która poprosiła podległą im firmę Atut o wyjaśnienie sprawy. - Uważamy jednak, że nie ma podstaw do anulowania mandatu wystawionego w autobusie linii nr 2, gdyż pasażerka nie przedstawiła dowodu opłaty za przejazd. W dodatku kontrolerzy nie potwierdzają, jakoby zmuszali kobietę do jeżdżenia autobusami, a w ich raporcie nie ma informacji, że kobieta upadła i nikt jej nie pomógł.