Niedawno głośno zrobiło się o sporze między słynną sopocką lodziarnią, prowadzoną przez rodzinę de Marco, a Zbigniewem Słomczewskim, właścicielem sąsiedniego lokalu, serwującego m.in. lody, gofry i zapiekanki. W połowie sierpnia Słomczewski postanowił nazwać swój punkt tak samo jak lodziarnia za ścianą, czyli Milano (dotychczas była to Zapiekanka). Nowe szyldy umieścił na elewacji budynku. To zdenerwowało Danutę de Marco, prowadzącą lodziarnię Milano. Poszła więc po pomoc do sopockiego magistratu. - Nie może być tak, że ktoś bezkarnie z dnia na dzień zabiera nam nazwę. Pracowaliśmy na naszą markę wiele lat - denerwuje się Danuta de Marco. - Jeśli właściciel Zapiekanki nie zdejmie szyldów z naszą nazwą, pójdziemy do sądu.
Na usunięcie bezprawnie zamontowanych szyldów sopoccy urzędnicy dali właścicielowi Zapiekanki czas do połowy września. Dlaczego Zbigniew Słomczewski zdecydował się na taki krok?
- Prowadzę działalność w tym miejscu od maja ub.r. Właścicielka sąsiedniej lodziarni od samego początku nie pozwala mi tu spokojnie funkcjonować. Co chwilę nasyła na mnie jakieś kontrole. Przez ten rok miałem ich aż 15! Jestem przez nią gnębiony, dlatego w końcu odpowiedziałem w ten sposób, zgodnie z prawem - tłumaczy Zbigniew Słomczewski. - Od dwóch lat nazwa Milano de Marco nie jest już zastrzeżonym znakiem towarowym.
Jak zakończy się ten spór - nie wiadomo. Szyldy z nazwą Milano zamiast Zapiekanka wciąż wiszą.
Ugodą z kolei zakończył się konflikt między właścicielem klubu Atelier a właścicielem klubu Cream. Przyczyna była podobna. W ostatnich latach, jak twierdził właściciel Creamu, sąsiad regularnie nasyłał na niego kontrole z sanepidu. Ten postanowił więc wykorzystać lukę w umowie dzierżawy od miasta fragmentu plaży przed klubem i postawił tam, sporych gabarytów, dmuchany zamek i ślizgawkę. Plastikowe atrakcje pojawiły się tuż przed ogródkiem sąsiedniego lokalu, skutecznie zasłaniając tamtejszym klientom widok na morze. Właściciel Atelier, z petycją podpisaną przez kilkaset osób, udał się do magistratu. Sprawa zakończyła się... przesunięciem dmuchanych atrakcji w inne miejsce.
Na początku czerwca, nim lato na dobre się rozpoczęło i gdy okazało się, że w budynku dawnego kina Polonia w czasie sezonu będą działać kluby dyskotekowe, anonimowi gastronomicy wysyłali "uprzejme" e-maile do mediów. Donosy o łamaniu przez ich właścicieli prawa okazały się nieprawdą.