Kartuzy: Afera w zakładach rybnych Almar

    Kartuzy: Afera w zakładach rybnych Almar

    Tomasz Słomczyński

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Kartuska mafia, czy podstęp pracodawcy - czyli afera w Almarze. Właściciel obliczył, że pracownicy okradli firmę na 750 tys. złotych. I teraz on sam ma kłopoty z prokuraturą. Opisujemy historię "ośmiornicy" w znanych kartuskich zakładach rybnych.
    Czy policja i prokuratura w Kartuzach chroni kobiety, które przez kilka lat wykradały ryby z miejscowego zakładu przetwórstwa?

    Czy też kierownictwo zakładu prowadząc wewnętrzne śledztwo, zastraszyło niewinne kobiety i zmusiło do złożenia fałszywych oświadczeń, w których przyznają się do rzekomych kradzieży? Do naszej redakcji trafiły oświadczenia, w których pracownice kartuskiej firmy przyznają się swojemu pracodawcy do wieloletnich kradzieży towaru. Trafiły również stenogramy rozmów, w których mówią kto "brał rybę" i co z nią dalej robił.

    Postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się tej sprawie. Okazała się bardzo skomplikowana. Marcin Gniazdowski, główny udziałowiec Almaru, który wartość skradzionego towaru szacuje na 750 tys. zł., opowiada, jak to się działo. Z jego słów wynika, że w jego firmie kradli prawie wszyscy, że stało się to codziennością, że mechanizm został doprowadzony do perfekcji. W stenogramach rozmów pojawiają się nazwy odbiorców ryb: policjanci, prokuratorzy... Gniazdowski twierdzi, że policja dokonała bezprawnego przeszukania.
    - Za wszelką cenę chcieli znaleźć oświadczenia i nagrania z rozmów - mówi.

    Jedna z byłych pracownic opowiada przez łzy, co działo się w dniu, kiedy przyznała się do kradzieży.
    - To był horror. Zastraszano mnie. Mówili mi, że spędzę dwanaście lat w więzieniu. Mówili mi, że nie wyjdę z pomieszczenia, gdzie mnie przesłuchiwali, dopóki tego nie podpiszę. Dlatego podpisałam. Jestem niewinna.

    Zagadkę będzie musiał rozstrzygnąć sąd.

    Jak pan myśli, gdzie znajdzie się przedsiębiorca, który wykrył, że prawie cała jego załoga okrada go od kilku lat? - pyta Marcin Gniazdowski, który jest głównym udziałowcem firmy Almar. Almar reklamuje się jako Król Łososia. Firma istnieje od 20 lat. Jest jednym z największych płatników podatku na terenie powiatu kartuskiego.

    - Nie wiem... Pójdzie z tym do prokuratora? - odpowiadam pytaniem na pytanie.
    - Owszem, pójdzie, ale wkrótce potem zasiądzie na ławie oskarżonych.

    ***
    Mariola D.: "Dziennie kradliśmy razem ze wszystkimi pracownikami około 30 paczek łososia i czasami węgorza (...). Rybę znosiło się do pani Marii L., która pakowała te ryby w karton i wynosiła go do magazynu z workami, zdarzało się, że rybę (chowało) się w ubikacji, z tych miejsc każda z osób, która kradła, brała swoją działkę. Rybę z tych miejsc pakowało się na siebie w spodnie, na plecy albo w torebce (...). Rybę traktowałam jako pieniądze, na przykład w sklepie z ciuchami był handel: za ciuch - ryba. Sklepy, z którymi to robiłam, to...".
    Oprócz listy, na której jest sklep z torebkami i fryzjer, jest także 16 nazwisk pracowników firmy Almar w Kartuzach. Jest też "lista produktów, które kradłam". Czytelny podpis: Mariola D. Kartuzy, 16.07.2008.

    Bożena H.: "Do Dyrekcji Almaru. Niniejszym informuję, iż będąc państwa pracownikiem od 10 lat, od lat około 5 kradnę towar. Towar wynosiłam następującymi sposobami: Brałam fakturę na moją firmę (...) i tak raz na trzy zakupy wynosiłam towar podwójnie. Zdarzało mi się towar zabierać z taśmy - hali, do domu (...). Kradzieże zdarzały mi się w dzień i w nocy - działałam sama bez wspólników. Kradłam ok. 2 razy w miesiącu. W okresie ostatniego roku ukradłam z firmy...". Tu widnieje lista produktów. "Zdarzało się to 1 raz w miesiącu. Wyniosłam to w toalecie". Dalej: "Lista osób, które kradną - słyszałam, że kradną, nikogo nie widziałam, ale tak się mówi w zakładzie, że kradną" - lista 5 nazwisk, w tym między innymi Mariola D. i Halina Z. Czytelny podpis: Bożena H. Kartuzy, dn. 16.07.2008.

    Halina Z.: "Towar, który był kradziony, to pochodził z produkcji i wysyłki (...). Generalnie kradło się to, co było danego dnia dostępne (m.in. grill, halibut świeży, pstrąg z wysyłki, węgorz). Moim zdaniem kradną wszyscy oprócz kierownika. Kradzieże odbywają się codziennie, na wszystkich zmianach i działach (...). Na mojej zmianie głównym organizatorem była p. Maria L. Ta pani dogadywała się ze wszystkimi działami, normalnie, legalnie znosiła rybę w koszu na nasz dział (...)".
    1 3 4 5 6 »

    Czytaj także

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo