Przestrzenie ekspozycyjne gdańskiej ASP zostały wyłączone, z uwagi na remont, a właściwie przebudowę, pod którą podłożono kamień węgielny w dniu wernisażu niniejszej wystawy, tj. 22 lipca. I to jest chyba fakt nie mniej ważny od samej wystawy.
Spośród rekomendowanych przez uczelnie artystyczne dyplomów jury wybrało siedem do drugiego etapu, a następnie wśród nich szukało zwycięzców. I tak główna Nagroda Rektorów (17, 5 tys. zł) przypadła w udziale Marcinowi Zawickiemu z Gdańska, z pracowni prof. Teresy Miszkin, za serię obrazów olejnych z cyklu "Hollow art", które dopiero gdy do nich podejść, okazują swoją malarskość. Z daleka wyglądają jak ceramika.
Czyli Zawicki ujawnia sztuczność sztuki.
Minister kultury i dziedzictwa narodowego nagrodził Rafała Jańca z krakowskiej ASP za pracę przestrzenną "Przedmioty transformacji" (promotor prof. Bogusz Solwiński), będącą metalowym żartem z recyklingu. Nagrodę Marszałka Województwa Pomorskiego zdobyła Luiza Kolasa z ASP w Katowicach za cykl eterycznych grafik "Cokolwiek wiem, trwa w jej pamięci" (pracownia prof. Mariusza Pałki). Pozostała piątka otrzymała wyróżnienia i nagrody pozaregulaminowe.
Dobrze, że ubiegłoroczna inicjatywa pani rektor prof. Ludmiły Ostrogórskiej nie okazała się ulotną, a w katalogu wystawy można obejrzeć już (pół- żartem) projekt ekspozycji piątej odsłony "dyplomów" z 2013 r. w zmodernizowanych wnętrzach gdańskiej ASP. Będzie można rok po roku śledzić, jak postępuje polska sztuka w najmłodszym wydaniu. Albo też - co się obecnie preferuje, jakie są aktualnie gusta kwalifikatorów tudzież jurorów, reprezentujących poszczególne uczelnie.
Co można powiedzieć o tegorocznej ekspozycji? Nie zaskakuje ekstrawagancją; najlepsi artyści według jurorów nie powinni iść o lepsze z politykami w tej dziedzinie. Najwyżej nagrodzone zostały malarstwo, grafika, rzeźba. Ale zarówno "Wideomapowanie" Jakuba Garści z Krakowa, jak konceptualny "Dystans" Mariusza Burdka z Gdańska z wykorzystaniem agregatu chłodniczego, owszem, zostały też wyróżnione. Zdaje się to być sygnał, że sztuka nie musi się bać czy wstydzić swojej iluzoryczności, choć też niekoniecznie musi się z nią obnosić.
Powiedzmy tak: może swobodnie mieścić się i tutaj szukać oryginalności wyrazu, pomiędzy takimi realizacjami jak półtors męski w tradycyjnym materiale, czyli białym marmurze "Trwanie w chwili" Tomasza Górnickiego z Warszawy (waga około tony), a serial "Miejsca intymne" Kingi Belli z Katowic z wykorzystaniem uwłosienia (niektóre przedmioty na wagę włosa, inne - tylko zawierające sugestię uwłosienia). Natomiast krygowanie się deklaracjami typu "Nie wiem nic i to wystarczy" nie wydaje się akceptowane, zarówno przez kwalifikatorów, jak jurorów i organizatorów wystawy. Czemu należy przyklasnąć, bowiem już ktoś kiedyś na podobną mądrość wpadł.