Czy policjantom puściły nerwy?

    Czy policjantom puściły nerwy?

    Joanna Łabasiewicz

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Zostałem pobity przez tczewskich policjantów - twierdzi Ziemowit Cymerman, 30-latek, który od kilku lat służy zawodowo w jednostce wojskowej na Dolnym Śląsku. Mężczyzna od niedzieli przebywa w szpitalu, a jego rodzice zapowiadają walkę o sprawiedliwość.
    Do zdarzenia miało dojść w minioną sobotę w Tczewie. Wojak, przy piwie na ławeczce, z kumplami, świętował zakończenie urlopu, który spędzał u rodziców w Tczewie. Obok siedziała kobieta z małym dzieckiem, z którą 30-latek zaczął się sprzeczać.

    O co? Prawdopodobnie kobieta zwróciła mężczyznom uwagę, że piją w miejscu publicznym. Od słowa do słowa skończyło się na kłótni i jak zeznała kobieta - na obelgach. Zdenerwowana wezwała policję.

    - Gdy przyjechała policja, to skuli mnie w kajdanki, ubliżali i bili, rzucili na beton - relacjonuje Ziemowit Cymerman. - Potem wezwano drugi patrol. Biło mnie chyba czworo policjantów. Najgorsza była policjantka, która skakała po mojej głowie. Bito mnie również na komendzie policji.

    W niedzielę mężczyznę przekazano Żandarmerii Wojskowej w Malborku, jednak ta bardzo szybko wezwała rodziców, by zabrali go do domu. Cymermanowie zawieźli syna prosto do szpitala. - Pacjent przebywa w szpitalu na obserwacji, sprawdzamy wszystkie nasze podejrzenia, ale tylko biegły sądowy może jednoznacznie powiedzieć, czy to było pobicie - tłumaczy Kazimierz Laskowski, ordynator oddziału chirurgii tczewskiego szpitala.

    Żołnierz twierdzi, że jest cały obolały i nie wytrzymałby bez środków przeciwbólowych. - Mam liczne siniaki, na prawe ucho nic nie słyszę, lekarze nie pozwolili mi nawet wstawać z łóżka - żali się 30-latek. - Będę badany przez neurologa i laryngologa. Sprawę bada także policja. Z relacji interweniujących policjantów wynika, że mężczyzna był agresywny i próbował rzucić popielniczką w policjanta.

    - Po otrzymaniu pierwszego sygnału w sprawie poleciłem niezwłocznie podjąć wewnętrzne czynności wyjaśniające, by ustalić przebieg wydarzeń oraz czy interweniujący policjanci działali zgodnie z obowiązującymi przepisami i zasadami - tłumaczy nadkom. Robert Sudenis, komendant tczewskiej policji.

    - Na tym etapie trudno odnieść się do zarzutów stawianych funkcjonariuszom. Wyjaśni to wspomniane postępowanie oraz czynności prowadzone przez prokuraturę. Materiały w sprawie czynnej napaści na funkcjonariusza policji zostały przesłane do Prokuratury Rejonowej w Tczewie z wnioskiem o przekazanie do właściwej prokuratury wojskowej.

    Mężczyzna przed osadzeniem w policyjnej izbie zatrzymań był badany przez lekarza. W świadectwie lekarskim nie ma zapisów świadczących o obrażeniach. Jeżeli policjanci naruszyli prawo, wyciągnę wobec nich wnioski dyscyplinarne. W żandarmerii w Malborku nikt na ten temat nie chce rozmawiać.

    - Nie znam szczegółów - mówi płk Wiesław Makowski, komendant z oddz. Żandarmerii wojskowej w Gdyni, bezpośredni przełożony malborskiej jednostki. - Czekamy na materiały z policji w Tczewie i Prokuratury Rejonowej. Nic więcej nie powiem, bo nie wiem.Rodzice pobitego mężczyzny są zbulwersowani i zapowiadają, że tej sprawy tak nie pozostawią.

    - Umówiliśmy się już z komendantem wojewódzkim policji, nasze sprawy będzie reprezentował Krajowy Sztab Ratownictwa SSR z Łodzi - mówi roztrzęsiona matka Ziemowita Cymermana. - Chciałabym poruszyć niebo i ziemię w tej sprawie, by policjanci już nigdy więcej nikogo w taki sposób nie skrzywdzili.

    Dodajmy, że syn kobiety, z którą kłócił się 30-latek, jest policjantem, a sam Cymerman był pod wpływem alkoholu. W chwili zajścia stwierdzono u niego 3 promile w wydychanym powietrzu.


    W prokuraturze



    Sprawa Ziemowita Cymermana to nie jedyna, jaką musi wyjaśniać komendant tczewskiej policji. Do podobnego zdarzenia doszło cztery miesiące temu. Wtedy do naszej redakcji zgłosił się tczewianin, który twierdził, że został dotkliwie pobity przez tamtejszą policję (ta interweniowała podczas domowej awantury).

    Mężczyzna złożył oficjalne zażalenie do Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku oraz do prokuratury. Miał pęknięty bębenek w lewym uchu, ślady od pałki na plecach, podudziach i pośladkach oraz ślady na piersi.

    Jak zeznał poszkodowany - funkcjonariusze pałkami i rękoma uderzali go po głowie i całym ciele. Potem wywieźli go w samej bieliźnie do elbląskiej izby wytrzeźwień.Sprawa w lipcu trafiła do Prokuratury Rejonowej w Kwidzynie, która będzie prowadziła dalsze postępowanie wyjaśniające. Na razie nie zapadł żaden wyrok w tej sprawie.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo