Po tym, jak dyrekcja Pomorskiego Centrum Traumatologii w Gdańsku poskarżyła się do wojewody, że z ciężko ranną kobietą z wypadku w Pogorzelicach, pow. lęborski, śmigłowiec leciał aż do Gdańska i że nikt z jego załogi nie uprzedził o tym szpitala (pisaliśmy o tym obszernie w sobotnim wydaniu "Dziennika Bałtyckiego") postanowiliśmy sprawdzić, jak działa system.
W opinii wielu lekarzy i ratowników pracujących w tym systemie kompleksową pomoc ofiara wypadku może otrzymać jedynie w Pomorskim Centrum Traumatologii, czyli Szpitalu Wojewódzkim w Gdańsku.
Okazało się też, że na Pomorzu dramatycznie brakuje lądowisk, a system łączności między pogotowiem a szpitalami praktycznie nie istnieje. Przepisy nie nakładają też na służby ratownicze obowiązku powiadamiania szpitala, że za chwilę trafi do nich "ciężki" pacjent. To jedynie prawo zwyczajowe. - O tym, by pacjentkę transportować z Pogorzelic do Gdańska zdecydował lekarz śmigłowca i była to decyzja słuszna, bo bliżej położone szpitale - w Lęborku, Słupsku i Wejherowie - nie mają ani rezonansu, ani neurochirurgii - przekonuje Ryszard Sulęta, dyrektor Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego.
Nieoficjalnie lekarze dodają: - Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w ogóle nie było brane pod uwagę, głównie dlatego, że nie ma ortopedii, a "Wojewódzki" ma ją na wysokim poziomie.
- Według relacji pilota śmigłowiec zabrał ofiarę wypadku na pokład o godz. 8.35, o godz. 9.10 została ona przekazana do karetki - relacjonuje Szczepan Kierzkowski, dyrektor Regionu Północ Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Wylądował tuż za płotem Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, bo to jedyne miejsce w Gdańsku przystosowane do tego celu. Szpital Wojewódzki lądowiska nie ma, w ekstremalnych przypadkach (gdy stan pacjenta jest krytyczny) wstrzymuje się ruch i śmigłowiec "siada" na środku ul. Nowe Ogrody. Kobieta była ciężko ranna, ale jej życiu nic nie zagrażało. Dla odmiany z Zaspy, gdzie jest drugie lądowisko, do "Wojewódzkiego" jest zbyt daleko. A to był adres najwłaściwszy.
- To dla nas zaszczyt, że lekarze tak uważają - odpowiada dr Małgorzata Maj, wicedyrektor Pomorskiego Centrum Traumatologii. - Szkoda, że nie dostrzegło tego Ministerstwo Zdrowia, wyznaczając do tej roli UCK. Albo Pomorski NFZ, który ogranicza szpitalowi kontrakt na ortopedię. Z powodu naszej popularności większość pacjentów operowanych jest "na ostro". To pożera nam kontrakt, robią się gigantyczne kolejki na planowe zabiegi.
Dyrekcja PCT nadal jednak uważa, że pogotowie powinno uprzedzić, że wiezie ciężko ranną osobę. - Ratownik ze śmigłowca dzwonił w tej sprawie do Centrum Powiadamiania Ratunkowego i prosił o poinformowanie szpitala - twierdzi Justyna Sochacka, rzecznik centrali Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Warszawie. - Bezpośredniej łączności z SOR w Gdańsku nie mamy, bo w odróżnieniu od innych regionów gdańskie szpitale nie są wyposażone w radiostacje.
W tej sytuacji dyrektor Szczepan Kierzkowski obiecuje: - Dopóki szpitale nie kupią sobie radiostacji, będziemy je powiadamiać za pośrednictwem CPR.