Mariusz Szubert stracił stanowisko. Decyzja zapadła w Ministerstwie Infrastruktury.
Mariusz Szubert, dyrektor Urzędu Morskiego w Słupsku, został w piątek odwołany w trybie natychmiastowym ze stanowiska.
Oficjalnie potwierdził to Mikołaj Karpiński, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury, któremu podlega Urząd Morski.
Ale Szubert przyznał w piątek "Dziennikowi Bałtyckiemu", że o odwołaniu nic nie wie. - Nie ma mnie w pracy, bo jestem na tygodniowym zwolnieniu lekarskim - stwierdził.
Karpiński jednak zapewnia: - Decyzja została podjęta, a odpowiednie pismo wysłane pocztą.
Co było powodem odwołania?
- Niektóre działania pana Szuberta jako dyrektora Urzędu Morskiego, które były nie do końca transparentne - tłumaczy Karpiński.
Według naszych nieoficjalnych informacji wpływ na podjętą decyzję miała także sprawa, którą opisaliśmy w "Dzienniku Bałtyckim" 9 lipca.
Jako jedyni poinformowaliśmy wówczas, że Marek Sochoń, przedsiębiorca z Darłowa zajmujący się przewozem turystów stylizowanymi statkami, podał do prokuratury szefa Urzędu Morskiego. Sochoń zarzuca Szubertowi działanie na szkodę Skarbu Państwa. Szubert z kolei twierdzi, że wszystko jest w porządku i dodaje, że nie ma sobie nic do zarzucenia.
A chodzi o dzierżawienie i poddzierżawianie nabrzeży portowych w Darłowie, gdzie latem cumują wycieczkowe jednostki. Sochoń w zawiadomieniu do prokuratury napisał, że żona dyrektora Szuberta poddzierżawiła mu nabrzeże portowe i na różnicy stawek [część kwoty przekazała do Zarządu Portu w Darłowie, od którego dzierżawi nabrzeże - red.] zarobiła około 100 tys. zł.
Barbara Szubert uważa jednak, że skoro Sochoń zgodził się na podyktowaną stawkę, to wiedział, ile ma zapłacić i dziwi ją szum wokół tej sprawy.
Przedsiębiorca utrzymuje, że negocjacje prowadził z Mariuszem Szubertem, choć ten temu zaprzecza, i przekonuje, że wszystko załatwiała jego żona, która ma prywatną firmę. Tak samo twierdzi Barbara Szubert.
Sochoń nie ma jednak wątpliwości: - Mnie poddzierżawiono prywatnie nabrzeże za około 4,2 tys. zł za metr bieżący. A Urząd Morski usteckiej firmie podyktował stawkę 400 zł za metr bieżący, pan Szubert wiedział, że można uzyskać więcej za dzierżawę.
Szubert odpiera te zarzuty, mówiąc, że stawka urzędowa jest maksymalną i dodaje, że w prywatną działalność żony nie ingeruje.
Ministerstwo Infrastruktury przyznaje, że sprawa Sochonia jest im znana i analizowana. - Natomiast nie wiedziałem, że pan Sochoń zwrócił się do prokuratury. Jednak to nie miało wpływu na odwołanie Szuberta - komentuje Mikołaj Karpiński.
Z kolei w koszalińskiej prokuraturze powiedziano nam, że zawiadomienie Sochonia nadal podlega sprawdzeniu.
Kto ma zastąpić Szuberta? Karpiński odpowiada, że nie wiadomo. Nieoficjalnie przymierzany jest na to stanowisko Tomasz Bobin, były wicestarosta sławieński i obecnie społeczny doradca burmistrza Darłowa. Bobin nie odnosi się jednak do tej kwestii.
Inne sprawy związane z szefem Urzędu Morskiego
Wiosną ubiegłego roku dyrektor Szubert zamknął przed turystami pięć latarni morskich, dzierżawionych przez stowarzyszenie Pro Mari Baltico. Sprawa wywołała kontrowersje i zakończyła się ich ponownym otworzeniem. W październiku tego samego roku Szubert został przyłapany przez dziennikarzy "Dziennika Bałtyckiego"na tym, jak podczas godzin urzędowania umawiał wędkarzy na rejsy kutrami należącymi formalnie do jego żony. W marcu bieżącego roku wyciekły do mediów raporty i nagrania detektywów, którzy między 22.06. a 4.07. ubiegłego roku śledzili dyrektora Szuberta z naciskiem na godziny urzędowania. Do wynajęcia agentów przyznało się stowarzyszenie Pro Mari Baltico, które szukało "haków" na dyrektora.