Co było najlepszego na Open'er 2010? Subiektywny ranking festiwalu w Gdyni
1. Wybory. Prawdopodobnie co piąty uczestnik festiwalu nie był Polakiem, ale nawet Łotyszom i Australijczykom udzieliła się polska gorączka wyborcza. Poczucie wspólnoty wzmocniło się dzięki polityce znacznie, co nie znaczy, że bez wyborów nie byłoby super.
2. Polscy muzycy. Ci występujący na głównej scenie nie byli specjalnie porywający, co jest niestety niemal regułą, ale za to świetnie zaprezentowali się rodacy na mniejszych scenach.
Gdybym miał wybierać trójeczkę najciekawszych i równocześnie już wyszlifowanych artystów, wybrałbym Julię Marcell oraz zespoły Pink Freud i Mitch & Mitch.
3. Przestrzeń. Teren festiwalu została zagospodarowana w nieco inny niż w poprzednich latach sposób, co polegało głównie na oddaleniu od siebie dwóch głównych scen, głównej i namiotowej. Wreszcie nie zagłuszały się nawzajem, ale za to fani mieli o wiele więcej kilometrów do przejścia. Co, biorąc pod uwagę kaloryczne napitki i jadło serwowane przez gastronomię Open'era, miało zbawienny wpływ na stan zdrowia publiczności.
4. Alison Mosshart. Wielki i wspaniały Jack White przywiózł na festiwal swój nowy zespół The Dead Weather, którego perłą jest właśnie ta wokalistka. Niezwykle kobieca, a przy tym jadowita, ostra i pełna energii. Słuchanie jej i patrzenie na nią były prawdziwą przyjemnością.
5. Pogoda. Perfekcyjna. Jakiekolwiek siły światła czy ciemności się do tego przyczyniły, dziękuję im w imieniu dziesiątek tysięcy festiwalowiczów.
6. Brytyjczycy. Były już Open'ery, na których nadawali ton muzycy amerykańscy, ten należał do Wyspiarzy. Klaxons, Tricky, Wild Beasts , Hot Chip, Massive Attack , Kasabian dzielili i rządzili na Open'erze 2010. Można pogratulować bogactwa kultury muzycznej, bo prawdziwy fan nie zna uczucia zazdrości.
7. Antykoncepcja. Szeroko i w różny sposób propagowana i reklamowana na festiwalu. Patrząc jednak na ogólny poziom rozwoju fizycznego i umysłowego publiczności, rozmnażania, w stosownym czasie, raczej bym nie odradzał.
8. Postmodernizm. Zdarzali się wykonawcy, których muzyka reprezentowała określony styl, lecz oni pozostawali w zdecydowanej mniejszości do artystów prezentujących najróżniejsze, nieraz karkołomne krzyżówki stylistyczne. Rock rozwija się nadal, chłonąc jak gąbka wpływy z zewnątrz. Koronne przykłady to już wspomniani Wild Beasts i nowojorczycy z Yeasayer, którzy również dali odbierający dech koncert.
9. Weterani. W większości sprawili się doskonale. Do historii festiwalu przejdzie z pewnością koncert Grace Jones, sześćdziesięcioletniej divy muzyki tanecznej. Duża część moich rozmówców bardzo chwaliła jej występ, choć pojawiały się skargi na jej piękne i niewiarygodnie długie nogi, rozpraszające uwagę fanów.
10. Pop. W poprzednich latach pojawiały się w programie próby prezentacji muzyki pop, z reguły niezbyt udane. Tym razem znakomita popowa odsiecz przyszła od strony wykonawców rockowych, zwłaszcza zespołów Skunk Annansie i Kasabian. Obie brytyjskie ekipy, grające muzykę niewątpliwie rockową, dostarczały open'erowiczom muzycznej rozrywki najwyższej klasy. Szkoda, że w Polsce ta sztuka udaje się tak rzadko.
11. Ekologia. Wielki festiwal jest zarazem ogromną fabryką odpadów. Niepowtarzalny widok festiwalowego placu nad ranem, gdy pierwszy blask odbija się mdło w dziesiątkach tysięcy rozdeptanych plastikowych kubkach po browarze, ma w sobie niepowtarzalny walor estetyczny, ale dla środowiska nie wróży niczego dobrego. Dlatego cieszy akcja segregowania odpadów, która wystartowała podczas tegorocznej edycji. Choć zebrano całe góry kubków, to otoczenie i tak wyglądało niewiele lepiej niż w latach poprzednich. Ale początki z reguły są nieśmiałe.
12. Rewizyty i rehabilitacje. W programie nie zabrakło artystów, którzy odwiedzili Gdynię już drugi lub trzeci raz. Należy pośród nich szczególnie zauważyć Skin, wokalistkę wspomnianej już ekipy Skunk Anansie. Zespół, niezwykle popularny w drugiej połowie lat 90., rozpadł się na kilka lat i na Open'erze 2006 Skin pojawiła się solo. Ten występ dość zgodnie wymieniany jest wśród największych wpadek w dotychczasowej historii gdyńskiej imprezy. O ile cztery lata temu Brytyjka wydawała się być parodią samej siebie, to w tym roku błyszczała, a jej występ usatysfakcjonował i tych fanów, którzy chcieli potańczyć i tych poszukujących wrażeń wyższego rzędu. Warto powracać...
============03 (pp) pointer 13(16497127)============
============04 (pp) Autor black(16497126)============
Tomasz Rozwadowski
============11 (pp) Zdjęcie Autor(16497114)============
fot piotr manasterski
============06 (pp) Zdjęcie Podpis(16497052)============
W akcji niesamowita Alison Mosshart z The Dead Weather