Ręcznik owinięty na głowie, strój kąpielowy, opaski festiwalowe na nadgarstku i zezwolenie na głosowanie poza miejscem zamieszkania. Tak wyglądają festiwalowi wyborcy w Babich Dołach. Do urn przyjechali ponieważ nie jest im obojętne, bo wierzą że mogą dokonać zmiany oraz dlatego, że... są one blisko plaży!
Wszystko o festiwalu Open'er 2010
- Do godziny dwunastej było już trzy tysiące osób z festiwalu - mówi mi chłopak pracujący w komisji wyborczej w Babich Dołach.
- Więc macie więcej roboty niż dwa tygodnie temu? - pytam.
- Dużo więcej - odpowiada. - W całych Babich Dołach mieszka tylko 2,5 tysiąca osób. Przeżywamy oblężenie, ale wszystko przebiega sprawnie.
Bo to obowiązek
Głosowanie jest miłe, bo większość uczestników festiwalu łączy je z pobytem na plaży.
Można więc najpierw trochę się poopalać, a dopiero potem wrzucić swój głos do urny. Przez to uczestników festiwalu można poznać z daleka. Są ubrani w krótkie spodenki, często nie noszą koszulek (albo mają je owinięte wokół głowy). W rękach trzymają ręczniki. To młodzi ludzie, którzy wierzą w to, że idąc do wyborów mogą coś zmienić.
- Po prostu czuję, że jest to mój obowiązek - tłumaczy Ania, studentka prawa z Lublina. - Nie mogłam zagłosować w pierwszej turze. Byłam wtedy na studiach w Warszawie i miałam sesję. Nie miałam zaświadczenia pozwalającego oddać głos poza miejscem zamieszkania. Tym razem zagłosuje. Najpierw jednak wybieram się na plażę.
- Dla mnie to po prostu coś naturalnego - mówi Tomek z Poznania. - Głosuje na wszystkich wyborach od kiedy tylko skończyłem osiemnaście lat. Dla mnie trzydzieści minut poświęcone na to aby przyjechać do urny to nie jest zmarnowany czas.
Wojtek z Krakowa głosuje dlatego, że wierzy iż w ten sposób może zmienić swój kraj - Po prostu uważam, że dzięki mojemu wyborowi będzie w lepiej - wyjaśnia. Chwali też sposób organizacji głosowania na festiwalu. - Wszystko super oznakowane, są mapki jak dojechać, autobusy odjeżdżają co chwilę. Naprawdę można to załatwić bez problemu i przy okazji skoczyć na plażę.
Niebieskie puszki wielkiej orkiestry
Oprócz wyborczego głosu do urny, można też dziś wrzucić pieniądze do puszki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która po raz pierwszy w swojej historii gra również w wakacje. Tym razem za datek otrzymamy serduszka niebieskie, które zastąpiły te czerwone rozdawane w zimę. Akcja została przygotowana bardzo szybko aby pomóc powodzianom. Widok niebieskich puszek jednak przeważnie budzi zdziwienie.
- Ludzie nie wiedzą, że dziś kwestujemy - tłumaczy Tomek z Gdyni. Razem z Agnieszką i Patrcyją, koleżankami z Akademii Morskiej zbiera pieniądze do puszki przed wejściem na Open’er Festival. - Musimy tłumaczyć, że to akcja dla powodzian, że to letnia edycja wielkiej orkiestry.
- Dziwi ich także kolor serduszek - zauważa Agnieszka. - Ja im mówię, że są niebieskie. Jak woda.
Chwilę z nimi stoję. Rzeczywiście ludzie się dziwią. Są zaskoczeni, ale gdy tylko dowiadują o co chodzi chętnie dzielą się swoimi pieniędzmi.
Testowo obklejam swoją czapkę kilkoma serduszkami. Kiedy idę przez festiwalowe pole, ludzie dziwnie się na mnie patrzą. Część się dopytuje, o co chodzi, czy to naprawdę serduszka WOŚP.
Tylko jeden chłopak siedzący pod płotem pyta się gdzie można znaleźć kwestujących. Odpowiadam. On wstaje i rusza w stronę wejścia na festiwal, aby wrzucić do puszki kilka złotych.