Kiedy podczas festiwalu Open'er kelnerce piwo leci na rękę zamiast do kufla to niechybny znak, że cierpi ona na efekt Kasabian. Inne symptomy tej choroby to chrypka, pot na czole i śpiewanie pod nosem.
Wszystko o festiwalu Open'er 2010
Trzeci dzień festiwalu zakończony. Muzycznie znowu było doskonale. Zamiast na Skunk Anansie, którą rozpierała energia (aż dziw, że nie eksplodowała) wylądowałem na koncercie polskiej kapeli
Alians. Strasznie pozytywna grupa błądząca gdzieś na pograniczu reggae, ska i punku. Poznacie ich po skocznej muzyce i szalonym akordeoniście w sukience (no niech będzie - w kilce).
Na scenie pod namiotem grała czarująca
Reginie Spektor. Naprawdę ciężko było opuścić jej koncert.
Magiczne odgłosy pianina i hipnotyzujący wokal. Coś niesamowitego i niby bardzo kameralnego, ale na Open'er chwyciło. Sama Regina była zachwycona publicznością, która co chwilę skandowała jej imię. Artystka chciała się odwdzięczyć i w zamian zaczęła wykrzykiwać nazwę miasta. Niestety krzyczała Gdańsk, a nie Gdynia. Zresztą zauważyłem, że większa grupa artystów robi ten błąd i również ogłasza ze sceny aneksję Gdyni przez Gdańsk...
Na Reginie nie mogłem zostać do końca, bo na dużej scenie grał
Kasabian. I chociaż brytyjski zespół nie ujął mojego serca od samego początku, to zrobił to po kilku piosenkach. Zaraz po koncercie można było zaobserwować symptomy choroby Kasabian. To efekt zbyt długiego utrzymywania rąk w powietrzu, klaskania, machania i śpiewania największych przebojów grupy...
Z kronikarskiego obowiązku dodam jeszcze, że na głównej scenie po Kasabian wystąpił
Hot Chip. mnie jednak electropop nie rusza kompletnie. Moim zdaniem o wiele ciekawsze rzeczy działy się na mniejszych scenach. Świetny był
Matisyahu. Ten ortodoksyjny Żyd z Nowego Jorku podbił publiczność skocznymi rytmami reggae wymieszanymi z hip-hopem. Niemal w tym samym czasie na scenie pod namiotem grał
Gorillaz Sound System, który oprócz muzyki popisał się świetnymi wizualizacjami. W efekcie razem z grupą innych festiwalowiczów biegałem od sceny do sceny, nie potrafiąc zdecydować się na żadnego z tych wykonawców.
Po koncertach na głównej scenie rozbłysły reflektory. W ich świetle widać śnieg! Po szybkiej analizie tego problemu okazało się, że nie jest to anomalia pogodowa. To tylko tysiące kubeczków po piwie, od których odbija się ostre, białe światło jupiterów. Efekt niesamowity (ale nie dla ludzi, którzy muszą to posprzątać).
Fashion'er
Podczas swoich muzycznych wojaży znalazłem chwilę aby odwiedzić namiot z zupełnie innego świata. Mowa o Fashion'er - miejscu, gdzie można obejrzeć pokaz mody. Całość zorganizowana jest oczywiście bardzo profesjonalnie. Długi wybieg, dookoła stoiska z ciuchami. Jest nawet punkt kosmetyczny (w razie gdyby ktoś miał pilną potrzebę wyregulowania brwi - jak znalazł).
Niestety moje kompetencje w dziedzinie mody ograniczają się do ubierania co rano w miarę czystego podkoszulka (pierwszego z brzegu) i artystycznego nieładu włosów na głowie (przez brak czesania, a nie intensywne modelowanie). Nie będę więc oceniał jakości prezentowanych kreacji. Warto jednak zauważyć, że działy się tutaj rzeczy jakich na Fashion TV raczej nie uświadczycie. Dlaczego? Chyba nie za często modelka spacerująca po wybiegu może usłyszeć:
- zajebiste leginsy!
- Czadowe ciżemki!
- Ale sukienka, ja solę (tak, tak w rzeczywistości temu panu chodziło o inną przyprawę).
Reszty uwag tych znawców mody nie będę przytaczał. Pełen szacunek natomiast należy się spacerującym po wybiegu dziewczynom, które zachowywały pełen profesjonalizm mimo tych uroczych uwag. Wracając do lekko pijanych, domorosłych specjalistów od mody. Zapamiętując ich spostrzeżenia i stopień ekscytacji przy kolejnych kreacjach mogę śmiało zapowiedzieć, że w przyszłym sezonie najbardziej popularne będzie:
a) prześwitujący materiał w okolicy pośladków,
b) prześwitujący materiał w okolicach piersi,
c) prześwitujący materiał w okolicach piersi, w kreacji która nie zobowiązują do noszenia bielizny (to hit absolutny, zasługujący na fachowe gwizdy).