- Policjanci interweniowali, bo ci uczniowie zachowywali się agresywnie i prowokowali do bójki nauczyciela - potwierdza asp. Magdalena Michalewska, rzecznik KMP Gdańsk. - Oprócz tego spowodowali straty w wysokości 10 tysięcy złotych. Prosto z lekcji trafili do komisariatu. Wszyscy nieletni byli już wcześniej notowani za kradzieże i wymuszenia rozbójnicze. O ich dalszym losie zadecyduje sąd - dodaje.
Do winy 15-latkowie przyznali się dopiero wtedy, gdy zostali przyparci do muru. Szkolny monitoring zarejestrował bowiem, jak się przymierzali do rozbiórki parapetów.
Od czwartkowych wydarzeń w Gimnazjum nr 5 atmosfera jest bardzo napięta. Głównie ze strachu przed tym, co będzie, kiedy trzech zatrzymanych wróci do szkoły z Policyjnej Izby Dziecka, do której ich zabrano. O tym że nie będzie lekko, wie tu każdy.
- Sprawa jest bardzo nieprzyjemna dla nas wszystkich. Ci uczniowie wciąż sprawiają problemy. Oprócz tego że demolują szkołę, to samo robią z całą dzielnicą. Nie możemy sobie z nimi poradzić, są bardzo aroganccy i mocno zdegenerowani - ubolewa Małgorzata Jankowska, dyrektor Gimnazjum nr 5. To ona wezwała policję, gdy usłyszała, co się dzieje na lekcji wychowania fizycznego. W pewnym momencie 15-latkowie osaczyli nauczyciela i zaczęli mu grozić. Prowokowali też, by zaczął się z nimi bić.
- Wykrzykiwali do tego rosłego mężczyzny, żeby "poszedł z nimi na solo". Nauczyciel ze spokojem odpowiedział, że pójdą, ale na solo z pedagog. Oprócz tego grozili mu, a to już spory kaliber przestępstwa. Nie mieści mi się to wszystko w głowie! - relacjonuje dyrektorka. Gdy do szkoły przyszli rodzice młodych chuliganów, urządzili jej jeszcze dodatkową awanturę, ponoć nie pierwszy raz.
- Wielokrotnie rozmawiałam z tymi rodzicami, ale oni zawsze o zachowanie swoich dzieci obwiniają wszystkich wokół, tylko nie siebie. To zatrważające, bo winę ewidentnie ponosi dom - zaznacza Jankowska i tłumaczy, dlaczego. - Jak się dziecko hoduje, a nie wychowuje, to takie są tego skutki. W tym przypadku autorytet rodziców zgubił się gdzieś po drodze - twierdzi dyrektor.
Jeśli sąd nie zdecyduje inaczej, szkolna rozróba ujdzie uczniom niemal na sucho i nadal będą mogli siać postrach.
- Nawet nie wiem, czy można ich jeszcze nazwać uczniami. Dostaną naganę z zachowania. Wyrzucić ich nie mogę, takie jest prawo oświatowe - wyjaśnia z rozgoryczeniem Jankowska. - Mam jednak nadzieję, że sąd wyda decyzję o umieszczeniu ich w placówce zamkniętej - przyznaje.
Na to samo liczą uczniowie Gimnazjum nr 5, którzy opowiadają, że niemiłych incydentów z udziałem zatrzymanych kolegów nie brakowało.
- Wszyscy wiedzą, że lepiej nie wchodzić im w drogę. Gimnazjum jest oddzielone od podstawówki, ale oni i tak zaczepiali dzieci na boisku - mówi Agnieszka, drugo- klasistka. - Mam nadzieję, że teraz nauczyciele będą ich bardziej pilnować i na przerwach zrobi się bezpieczniej.
Współpraca Anna Bielińska