Menu Region

Pomorze: Chory w rękach prywatnych szpitali

Pomorze: Chory w rękach prywatnych szpitali

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Dziennik Bałtycki

Dorota Abramowicz

1Komentarz Prześlij Drukuj
Według zaleceń Unii Europejskiej, co drugi szpital powinien należeć do niepublicznego właściciela.
Prywatna psychiatria i kardiochirurgia, niepubliczna klinika lecząca za pieniądze z ubezpieczenia chorych na AIDS i należący do prywatnego właściciela oddział ratunkowy - dla polskich pacjentów brzmi to niewiarygodnie. Tymczasem zgodnie z zaleceniem Unii Europejskiej, co drugi szpital w krajach członkowskich powinien być zarządzany przez prywatnego właściciela.

Tak jest m.in. we Francji i Włoszech, a na Cyprze aż 53,2 proc.
łóżek znajduje się w prywatnych szpitalach. Większość chorych leczy się tam bez dodatkowych opłat, korzystając z ubezpieczenia zdrowotnego. Niemieccy pacjenci często nawet nie wiedzą, czy operowano ich w prywatnym, czy w publicznym szpitalu.

- Kryzys doprowadził do rozwoju prywatnego sektora opieki zdrowotnej w Europie - tłumaczył dr Max Ponseille, prezydent Europejskiej Unii Szpitali Prywatnych, podczas zorganizowanego w ostatnich dniach maja w Paryżu I Kongresu Unii. - Prywatne szpitale obniżają koszty, równocześnie wymuszając efektywność.

Wśród delegacji z 16 krajów w paryskiej konferencji uczestniczyli także przedstawiciele Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych, z prezesem dr. Andrzejem Sokołowskim. - Sektor prywatny daje gwarancje jakości i szanse na powstrzymanie nieuchronnej, choć blokowanej przez Polskę z oczywistych względów turystyki medycznej - twierdzi dr Sokołowski.- Na tle innych krajów Europy (łącznie z Czechami i Bułgarią) Polska, z kilkoma procentami łóżek prywatnych, znajduje się na szarym końcu stawki europejskiej.

Czy brak przekształceń własnościowych może sprawić, że popadniemy w kłopoty?
- Niekoniecznie - twierdzi dr Jerzy Karpiński, pomorski lekarz wojewódzki. - Unia respektuje odrębność polityki zdrowotnej poszczególnych państw członkowskich, chociaż nie da się ukryć, że tendencja do rozwoju lecznictwa prywatnego jest coraz bardziej widoczna.

Spośród 43 szpitali pomorskich, z prawie 10 tys. łóżek, 11 (z których największe są szpital w Sztumie i Swissmed) należy do prywatnych właścicieli. Dysponują one 725 łóżkami. Do tego można doliczyć 1049 łóżek w przekształconych pięciu niepublicznych szpitalach powiatowych w Kwidzynie, Kartuzach, Bytowie, Tczewie i Malborku, których właścicielami są samorządy.

- Dziś już doszło do sytuacji, w której niepubliczne szpitale powiatowe na Pomorzu mają o ponad 220 łóżek więcej niż powiatowe szpitale publiczne - mówi dr Karpiński.

Na Pomorzu trwają przygotowania do kolejnych przekształceń w spółki szpitali - Reumatologicznego w Sopocie, Matki i Dziecka w Gdańsku oraz Morskiego w Gdyni. Od wielu miesięcy trwają próby sprzedaży zadłużonego szpitala w Prabutach. Przyszłość szpitali niepublicznych zależy przede wszystkim od leczenia pacjentów, za których płaci NFZ. Kontrakty z funduszem przynoszą prywatnym szpitalom aż 83 proc. dochodów.

- Na razie jednak można mówić o swoistej dyskryminacji prywatnych podmiotów przy zawieraniu kontraktów z NFZ - twierdzi dr Andrzej Sokołowski. - Fundusz, mimo nierzadko lepszej jakości naszych usług, wybiera placówki publiczne.

- Szpitale publiczne muszą leczyć wszystko, mają także mniej opłacalne procedury - mówi dr Karpiński. - Prywatne już nie, często koncentrują się na przynoszących największy zysk kontraktowych "konfiturach".


Rozmowa z wicemarszałkiem Leszkiem Czarnobajem o prywatyzowaniu pomorskich szpitali powiatowych w środowym wydaniu "Polski Dziennika Bałtyckiego".
Reklama
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Po ustaleniu czym jest ślimak Unia Europejska zajęła się szpitalami

+107 / -65

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Krytyk (gość)  •

z których co drugi powinien być prywatny! Aby być konsekwentną, to powinna ustalić, że co drugi ślimak jest rybą a także, że co drugi banan powinien być niemal prosty a co drugie jabłko powinno mieć właściwe zabarwienie i średnicę. Niestety UE zapomniała ustalić, że conajmniej co drugi eurodeputowany nie powinien być dyplomatołkiem. Gdyby tak było, to moglibyśmy bez stresów spożywać ogórki, banany, jabłka ..... i popijać sok z marchwi nie martwiąc się o ich zakrzywienia, kolor i średnice a także i o to czy ta ostatnia - czyli marchew jest owocem!

odpowiedzi (0)

skomentuj
Reklama
Reklama