PolskaTimes.pl

Najlepszy program TV w sieci

Serwis powstaje we współpracy z The Times

sobota 04 lutego 2012 r. imieniny obchodzą: Weronika, Mariusz, Andrzej

Dziennik Bałtycki » Rejsy » Artykuł

Konflikt między studentami prawa i ich wykładowcą na UG

Konflikt między studentami prawa i ich wykładowcą na UG

(© T. Hołod)

Dziennik Bałtycki Tomasz Słomczyński

2010-05-02 10:37:51, aktualizacja: 2010-05-07 15:42:09

Audiatur et altera pars: niechaj druga strona też zostanie wysłuchana - głosi łacińska maksyma. Obu stron konfliktu między studentami prawa i ich wykładowcą wysłuchał Tomasz Słomczyński.

Witam. Jestem studentem pierwszego roku prawa na Uniwersytecie Gdańskim. Na uczelni panuje jeden wielki problem, z którym nie idzie nic zrobić. Studenci nie mają się do kogo zwracać o pomoc, bo nikt im nie chce pomóc. Sprawa dotyczy warunkowego egzaminu z historii prawa polskiego u prof. Dariusza Szpopera, za który uczelnia kasuje ponad ćwierć miliona złotych. Profesor na pierwszym i drugim terminie oblewa 80% studentów, a wszystko po to, aby szkoła znacznie się wzbogaciła na egzaminie warunkowym, za który trzeba zapłacić 600 zł. Nie jest ważne, czy ktoś opanował materiał wzorowo, bo wtedy profesor stwierdza, że praca jest zbyt dobra i niesamodzielna, a gdy praca jest średnia, to profesor daje 9,5 pkt, podczas gdy od 10 punktów zalicza, i mówi: "mógł się pan/pani bardziej postarać".
∨ Czytaj dalej
Reklama
Wykładowca wywiera tak wielką presję na studentach, że wszyscy się boją zwracać gdziekolwiek o jakąś pomoc, żeby nie pogarszać swojej sytuacji. Wielu nie wytrzymuje nerwowo i zmienia uczelnię. Może ktoś się w końcu zainteresuje tym problemem.
Nie podpisano.
Taki list trafił na moje redakcyjne biurko.

Po białych bluzkach i garniturach poznasz ich

- Mam taką prośbę. Jestem dziennikarzem, chciałbym poprosić panią o informacje dotyczące wyników egzaminów z historii prawa polskiego.
Zdziwienie. Jak zwykle w takich sytuacjach.
- No, ja nie wiem... muszę zapytać prof. Szpopera... Ja nie mogę panu udzielać takich informacji bez pozwolenia profesora i dziekana!

W dziekanacie, oprócz mnie i pani sekretarki, jest jeszcze jedna osoba, wygląda na studentkę. Wypełnia jakieś kwity. Uśmiecha się pod nosem, spogląda ukradkiem. Potem pytam kogoś, gdzie przyjmuje prof. Szpoper. Słyszę w odpowiedzi, że w pokoju na piętrze, ale akurat wszedł do księgarni. Tam go zagaduję, proszę o rozmowę na temat wyników egzaminów. W księgarni jest sporo osób, studenci się nam przypatrują. Pół godziny później odnoszę wrażenie, że tu wszyscy już wiedzą, co mnie sprowadziło na uczelnię. Czuję na sobie spojrzenia. Jednak niewielu studentów chce otwarcie mówić o profesorze.

- A pan nasze wypowiedzi chce publikować?
- Na razie się zastanawiam, czy to w ogóle jest temat do gazety.
- No bo... to może być na naszą niekorzyść, pan profesor będzie sprawdzać prace przez dwa tygodnie, a jeśli to by się na przykład za tydzień ukazało...
- To co może się stać?
- No nie wiem, no... wszystkiego można się spodziewać...
Szukałem ich tak, jak mi poradzili inni studenci w barze. "Niech pan szuka dziewczyn w białych bluzkach albo chłopaków w garniturach. To będą ci, którzy mają u Szpopera egzamin. Dziś jest termin "pierwszego warunku".
- Co to jest "pierwszy warunek"? - pytam dwóch dziewcząt w białych bluzkach, które przed chwilą miały obawy, czy dobrze robią, rozmawiając z dziennikarzem. Wyciągnąłem je z czytelni, wyszliśmy przed gmach, osobno, żeby nikt ich nie widział w towarzystwie dziennikarza. Teraz stoją przed budynkiem, lękliwie rozglądają się dookoła.
- Jest tak. Najpierw jest normalny egzamin w czasie sesji. Potem jest poprawka egzaminu - bezpłatna. Jak się nie zda poprawki, to można zgłosić wniosek o dwa dodatkowe terminy za sześćset złotych. Czyli jest trzecie i czwarte podejście.
- A jak ktoś nie zda czwartego z kolei egzaminu?
- To wylatuje z uczelni.
- I nic się z tym nie da zrobić?
- Pisaliśmy petycję i została odrzucona. Prosiliśmy, żeby obniżono poziom zaliczenia z 50 proc. poprawnych odpowiedzi do 30 proc.
- I co?
- I nic. Dziekan się nie zgodził.
Podczas całych studiów prawniczych na Uniwersytecie Gdańskim dwa egzaminy uważane są za najtrudniejsze.
- To jest prawo pracy na czwartym roku i historia u Szpopera na pierwszym. U Szpopera są trzy podręczniki, w sumie 1500 stron. Odpowiedzi są oceniane według modelu punktowego. Są tam wyszczególnione kryteria i można coś napisać, mieć ogólne pojęcie, ale jeśli nie trafi się w model, w te kryteria, to dostaje się zero punktów.
- Wiesz, jeśli jest pytanie o datę, to albo się pomylisz, albo napiszesz właściwą odpowiedź... - jestem sceptyczny wobec spiskowej teorii dotyczącej prof. Szpopera.
- Nie, nie, pytania są inne, np. rozwój sądownictwa w Królestwie Polskim od tego do tego roku. Ale nie wystarczy napisać, że sądy były takie i takie, tylko, że ustawa - weszła taka i taka, nowelizacja, w tym roku... i tak dalej. A są okresy, kiedy wszystko co trzy lata się zmieniało. Było pytanie na przykład o jakieś kodeksy Napoleona - i były punkty odejmowane za to, że ktoś nie napisał, że jakiejś tam księgi... nazwy kodeksu nie wymienił. To jest nie do nauczenia się. Bo to jest linijka na tle tych 1500 stron... Każdej linijki nie da się zapamiętać.

Z Magdą rozmawiam telefonicznie.
- Ja przyjechałam na studia do Gdańska z Warszawy. Lekarze zalecili mi przeprowadzkę nad morze ze względów zdrowotnych. Tam studiowałam prawo, byłam już na drugim roku, zdałam historię bez problemu. Wszystkie przedmioty zaliczone w Warszawie zostały mi tu przepisane, oczywiście za wyjątkiem historii u prof. Szpopera. Poszłam do profesora z pytaniem, czy rzeczywiście muszę jeszcze raz zdawać ten przedmiot. To był mój błąd. Profesor ma w zwyczaju, że patrzy z góry, krzyczy. Zapamiętał mnie sobie. Musiałam chodzić na zajęcia. W pierwszym terminie oblałam. Wylądowałam w szpitalu - przyczyną był stres. Odpuściłam sobie. Za pół roku wracam do Warszawy, tam będę kontynuować studia. To nie jest normalnie prowadzony przedmiot i to nie jest normalny stres. To jest nienormalne. Wiem na pewno, że oprócz mnie, w szpitalu, z tych samych powodów wylądowało dwóch chłopaków i jedna dziewczyna. Ludzie nie wytrzymują tego napięcia.
Dwie dziewczyny siedzą na ławce, grzeją się w słońcu. Kiwają ze zrozumieniem głowami, tak, wiedzą, dlaczego chcę pisać o prof. Dariuszu Szpoperze.

- Jest to człowiek, który sprawia największe problemy, bo o ile prawo pracy to jest ważny przedmiot, o tyle historia blokująca dostęp do zawodu jest czymś bardzo niesprawiedliwym... Problem polega na tym, że nie ma instytucji odwołania się od tego, gdyż to jest prodziekan i nikt nie chce ingerować w jego decyzje, profesorowie, którzy mogliby, mówią, że to jest jego sprawa i oni nie mogą merytorycznie podważać ocen profesora. Umywają ręce.

Profesor Dariusz Szpoper jest prodziekanem do spraw studentów. Do jego obowiązków należy współpraca z komisją stypendialną, z kołami stypendialnymi, z samorządem studenckim. Jak się dowiaduję, do dziekana, prof. Jarosława Warylewskiego, żadne niepokojące informacje nie docierają, ocenia pracę prof. Dariusza Szpopera bardzo dobrze.
strona: 1 z 2 »

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Komentarze (62)
Przejdź do dyskusji na forum

Wyświetl od:
Zwiń wszystkie wątki

Przepisanie oceny (1)

jimmypage (gość) 22.01.12, 00:49:48

Czy znacie może kogoś, komu prof. Szpoper przepisał ocenę z innej uczelni? W dziekanacie panie twierdzą, że zdarza mu się przepisać, ale nie bardzo wiadomo od czego to zależy. Program mam bardzo podobny, właściwie ten sam, tyle, że bez Korobowicza, zabory robimy z Bardacha. Studiuję na UMK w Toruniu i planuję się przenieść na UG.

Z góry dzięki za odpowiedź ;)
Pozdrawiam.

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

;)

doradca (gość) 27.01.12, 13:56:28

Z całym szacunkiem, ale tylko Ci się wydaje, że program robicie ten sam. ;-) Na UG obowiązuje podręcznik prof. Bardach, prof. Korobowicza, prof. Kallasa i prof. Lityńskiego, a przy tym treść wykładów prof. Szpopera, która często wnosi nowe rzeczy do materiału. Podsumowując, szanse na przepisanie raczej marne. Panie w dziekanacie, mówiąc o możliwości przepisania, miały z pewności na myśli oceny wystawione przez prof. Korobowicza z UMCS-u. Ale zawsze warto spróbować - profesor kieruje się często "własnymi" kryteriami przy podejmowaniu takich decyzji. ;-)

+3 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

ponad 200 osób na trzecim roku (2)

Student pierwszego roku WPiA UG (gość) 15.01.12, 13:43:58

Jeśli dobrze liczę to właśnie część z tych stódentów tak nażekała. To tak źle?
Nie mam nic przeciwko niech se uczelnia zarabia te "miliony" na warunkowych egzaminach.
Dlaczego? Bo Bardach i Korbowicz to są strasznie ciężkie podręczniki do czytania. Ponadto trzeba przerobić je całe w 4 miesiące. To nie Maciejewski, który ogólnikami leci, i którego dobrze się czyta.
Ale nieee... Biedny student musiał się wyżalić i proszę bardzo mamy teraz efekty. 1500 stron, dwa egzaminy i wykładowca, który nie zmienił metod oceniania.
Właśnie dlatego dopuki twoje zdanie jest porównywalne z tym mrówki powinno się trzymać gębę na kłódkę bo albo nic się nie zmieni albo będzie gorzej.
A teraz jest super. Może zaoszczędze 600 stów na egzaminie jak nie zalicze, ale co z tego jak strace pare koła za pokój i żarcie. Jednak jest sprawiedliwie, uczelnia milionów nie zarabia. Ten dupek co wysłał ten anonim pewnie teraz się śmieje na trzecim roku i jeszcze zgarnia 1500 miesięcznie od uczelni.

+1 / -1 zgłoś naruszenie odpowiedz

NAŻEKAŁA-----> no nie wierzę : D Ty studiujesz zaocznie: D?

student II roku (gość) 23.01.12, 23:43:59

Mega polewka : D

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

DopUKI----->nie kompromituj się, powtórz ortografię i bierz się za HPP. Nie każdy musi studiować pra

NIEOK (gość) 23.01.12, 23:40:45

hahahahah

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

nie tylko studentów gnębi

Halka (gość) 08.12.11, 22:53:56

a sam powiedział kiedyś w bibiotece UG,ze jak kogos chco raz dziennie nie opierd.. to czuje się źle i to jest prawda. generalnie ów gosc nie szanuje ludzi, a dzwoniąc gdziekolwiek przedstawia się z wszystkimi tytułami- raczej świadczy to o problemach z psychiką. Żal mi go szczerze. Szkoda tylko, że ludziom dokucza...

+9 / -1 zgłoś naruszenie odpowiedz

Dr Dąbrowski

Akin (gość) 21.08.11, 21:10:37

Miałam z nim ćwiczenia, gość na poziomie ,świetnie tłumaczy .Pozdrawiam.

+1 / -3 zgłoś naruszenie odpowiedz

Komentarze

NIE-CYNIK (gość) 24.02.11, 11:47:44

Te pochlebne komentarze płyną zapewne od "źródła". Żenada.....

+6 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Pan Profesor jest wspaniałym człowiekiem

student (gość) 11.02.11, 10:31:29

Mądrość Pana Profesora polega na tym, iż docenia ludzi inteligentnych i potrafi z nimi rozmawiać. Jego misją jest dopuścić do dalszej nauli tylko tych, którzy na to zasługują. Nikt nigdy nie nauczy się wszystkiego i Pan Profesor o tym doskonale wie. Na egzaminie najważniejsze jest wyciąganie wniosków i posługiwanie się instytucjami historycznymi w odniesieniu do teraźniejszości.
Pan Profesor nie wymaga nauki na pamięć tylko umiejętności posługiwania się wiedzą. Dlatego są pytania otwarte, opisowe bo one pozwalają ocenić prawdziwą wartość studenta.
Wszystkie opisy stwierdzające, że trzeba wykuć na blachę 1500 str. są nieuzasadnione i bez pokrycia.

pozdrawim inteligentnych studentów

+6 / -13 zgłoś naruszenie odpowiedz

Bzdura

Maniek (gość) 05.02.11, 19:00:44

Ponoć oblewanie kogo się da, marginalny odsetek studentów zalicza, ponoć w tym roku miało być jeszcze trudniej w akcie zemsty za wspomniany artykuł - a jednak ponad 40% studentów zdało. Czy to mało? Cóż, przy 270 osobach na roku wynik ów daje ok. 110 studentów, z których przecież nie wszyscy ukończą studia. A i rynek pracy nie jest przystosowany do rokrocznego przyjmowania takiej ilości (zauważmy, że mowa o tylko jednym kierunku na tylko jednej z ponad 400 polskich uczelni) magistrów.

0 / -1 zgłoś naruszenie odpowiedz

Pół prawda...

portowiec (gość) 05.02.11, 17:06:06

Nie jest prawdą, że egzamin ten jest ,,nie do zaliczenia". Ja sam nie jestem wybitnie uzdolniony, kolokwium z tego przedmiotu musiałem poprawiać i generalnie jestem trójkowym studentem, ale udało mi się w tym roku egzamin u Szpopera zaliczyć. Czy dużo wymaga? Tak, moim zdaneim za dużo, za dużo jest tzw. ,,pierdół" które się trzeba nauczyć, a które nie mają praktycznie nic wspólnego z prawem sądowym czy ustrojem (np. pytanie: ,,Lokacja wsi na prawie wołoskim). Materiału jest bardzo dużo, do tego czasem trzeba wgłębić się w szczegóły, ale nie jest prawdą, że trzeba znać daty wszystkich ustaw i nowelizacji do nich. Ja tak się nie uczyłem, a na pytanie z 19 w. odpowiedziałem dobrze. Częstop może wystarczyć ogólne pojęcie, ,,trend" zmiany treści kodeksó, które często są do siebie podobne i analogiczne. Poza tym nie ukrywam, że na egzaminie trzeba mieć po prostu farta. Skoro z całęj książki, któa liczy powiedzmy 350str. pada jedno pytanie to możesz mieć farta, bo akurat to przeczytałeś i zgłębiłeś.

Co do wykładów to ich poziom jest żenujący. Ktoś tu pisał że Szpopi ,,naprowadza nas" na to co najważniejsze? Bzdura, jedyne tematy poruszane na wykłądach dotyczyły ,,żródeł prawa" i ,,rozwój dyscypliny naukowej jaką jest hpipp". Na wykłądy chodzić zwyczajnie nie warto, bo pan profesor po prostu co rok odczytuje swoje (mam nadzieję, żę swoje) notatki. Wszyscy mają już je zapisane na laptopach od starszych kolegów i tylko czasem dotawią przecinek lub skrobną jakąś uwagę na marginesie.

Prawda jest brutalna: trzaba ten materiał powtarzać po kilka razy, przeczytanie tego raz czy dwa nic nie da, trzeba sobie robić notatki, siedzieć nad tym do znudzenia. W tym roku pierwszego terminu nie zaliczyło 66% studentów. Niektórzy się nie uczyli i olali to, inni mieli pecha, inni za późno się zabrali, jeszcze innych zjadł stres. Na prawie powinni pozostać najlepsi, któzy będą taki materiał w stanie ograrnąć. Cięzko jest się przestawić z poziomu liceum, ale dzięki hpp ,,nauczyłem się uczyć". Teraz już żaden egzamin nie będzie mi straszny. Żadna w tym zasługa Szpopera, ale niewątpliwie strach przed tym egzaminem pomógł mi i wziąłem się w garść. teraz z ulgą rozpoczynam nowy semestr...

+4 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

eee

łukasz (gość) 24.01.11, 13:44:35

"Co tydzień do przeczytania 250 stron, jak ktoś ma skrypty to do wkucia na blachę zostaje tylko 100 tygodniowo, gdzie istnieją jeszcze inne przedmioty." LOL

btw, jutro piszemy :)

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

To wszystko niestety prawda

Prawda (gość) 10.01.11, 21:24:19

Po I roku studiowania prawa, przekonałem się, że artykuł ten ukazuje w 100% samą prawdę.

+1 / -2 zgłoś naruszenie odpowiedz

1 z 6 Następna »

Dodaj komentarz

Rozrywka

Dziennik Bałtycki

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Dziennik Bałtycki", piątek 03.02.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Biuro Prenumeraty

Targ Drzewny 9/11
80-894 Gdańsk
tel. 58 30 03 694
infolinia 801 15 00 26

Prenumerata

Zamów prenumeratę

Reklama:

Biuro Reklamy Gdańsk
Gdańsk, Targ Drzewny 9/11
tel. 58 30 03 274
fax. 58 30 03 202

Biuro Reklamy Gdynia
ul. 10 Lutego 11
C.H. BATORY - III p.
(wejście od ul. Batorego)
tel. 58 660 65 11
fax 58 660 65 14

Reklama

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

Polska Dziennik Bałtycki

80-894 Gdańsk
Targ Drzewny 9/11
tel. 058 30 03 300
fax 058 30 03 303

Redakcja


Oddziały lokalne redakcji

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy Kaszubi są narodem?