PolskaTimes.pl

Najlepszy program TV w sieci

Serwis powstaje we współpracy z The Times

sobota 04 lutego 2012 r. imieniny obchodzą: Weronika, Mariusz, Andrzej

Dziennik Bałtycki » Kultura » Artykuł

Audiofeels, gdzie schowaliście wasze instrumenty?

Audiofeels, gdzie schowaliście wasze instrumenty?

Audiofeels zapowiadają, że na następnej płycie nie będą już wykonywać przeróbek znanych przebojów, ale własne kompozycje (© Michał Okla)

Dziennik Bałtycki Marcin Mindykowski

2010-04-23 13:49:59, aktualizacja: 2010-04-23 13:51:58

Niektórzy mają wątpliwości, czy to, co prezentują na scenie Audiofeels, faktycznie można nazwać muzyczną rewolucją. W końcu już w latach 80. Bobby McFerrin nagrywał swój największy przebój "Don't Worry, Be Happy" jedynie przy pomocy własnego głosu.

Bez wątpienia jednak na polskim rynku są pionierami gatunku zwanego vocal play, czyli takiego sposobu wykonywania muzyki, w którym śpiewowi a cappella towarzyszy imitacja brzmienia tradycyjnych instrumentów.

Na korzyść oktetu z Poznania przemawia też z pewnością perfekcjonizm, z jakim podchodzą do swojej pracy, ogromna muzykalność, duże poczucie humoru i - szczególnie ważny z punktu widzenia coraz liczniejszego grona fanek zespołu - urok osobisty.
∨ Czytaj dalej
Reklama
W końcu nie bez kozery Kuba Wojewódzki nazwał ich w jednym z odcinków programu "Mam talent!" "seksualnym ekspresem z Wielkopolski"...

Audiofeels narodziło się w kwietniu 2007 roku w głowach ośmiu studentów poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, którzy poznali się w chórze akademickim prowadzonym przez Jacka Sykulskie-go. To on zaszczepił młodym śpiewakom zamiłowanie do wokalnych eksperymentów i zmysł zespołowej pracy. Do prawdziwego przełomu doszło jednak, kiedy któregoś dnia jeden z chłopaków przyniósł na próbę nagranie amerykańskiej grupy Naturally 7 - prekursora vocal play - z francuskiego metra.

- To była ich najsłynniejsza przeróbka, "In the Air Tonight" Phila Collinsa - wspomina Jarosław Weidner, członek Audiofeels odpowiedzialny za opracowywanie aranżacji. - Byliśmy w szoku, że jedynie przy pomocy aparatu głosowego można osiągnąć taki efekt. Postanowiliśmy przenieść to na polski grunt i stworzyć coś podobnego, choć z czasem bardzo się do nich zbliżyliśmy i stali się dla nas pierwszą inspiracją - nie kryje.

Dziś, kiedy tylko pozwala im na to czas, Audiofeels całą grupą jeżdżą na występy swoich muzycznych "ojców chrzestnych". Na niemieckie koncerty z Poznania nie mają przecież daleko - ledwie kilkaset kilometrów...

Odejście wiosną 2007 roku z poznańskiego chóru akademickiego ośmiu tak dobrych i świetnie zgranych wokalistów stanowiło oczywiście dla grupy Jacka Sykulskiego poważny cios i nie przeszło bez echa. Ale sukces Audiofeels też nie był wtedy jeszcze przesądzony. Członkowie zespołu wspominają ten czas jako przełomowy zresztą nie tylko z powodu opuszczenia chóru i założenia własnej formacji.

- Pokończyliśmy wtedy studia i trzeba było podjąć decyzję, czy chcemy iść do tzw. normalnej pracy, czy jednak będziemy na serio realizować swoje pomysły w muzyce. Postanowiliśmy zaryzykować i wybralić to drugie - wspomina Jarosław Weidner. Jak mieli się w niedługim czasie przekonać - opłacało się.

Pierwszy rok spędzili na intensywnych próbach, pracując od zera nad koncertowym materiałem. Dopiero w kwietniu 2008 roku - kiedy uznali, że są gotowi pokazać się publiczności - dali swój pierwszy koncert w poznańskim klubie Blue Note.

- Wszyscy mówią, że największy postęp zrobiliśmy dzięki udziałowi w programie "Mam talent!". Myślę jednak, że najbardziej rozwinęliśmy się przez ten pierwszy rok intensywnej pracy nad formułą zespołu i jego repertuarem - uważa Weidner.

Propozycje koncertowe zaczęły pojawiać się od razu, ale trudno porównać to z tym, co stało się ich udziałem po występie w pierwszej edycji TVN-owskiego show "Mam talent!". To dzięki temu programowi cała Polska poznała ośmiu poznaniaków w gustownych, "szkolnych" mundurkach - kilku fizyków, meteorologa, budowlańca, prawnika, kulturoznawcę i strażaka, którzy na scenie zamieniali się w samowystarczalny, świetnie się uzupełniający i doskonale zgrany zespół, z równym powodzeniem imitujący swoimi głosami grupę rockową, hip-hopowy skład i orkiestrę symfoniczną. Na castingu zaprezentowali jeszcze na poły kabaretową wersję przeboju "Tragedy" Bee Gees, ale już w półfinale wystąpili z dopracowaną w najmniejszym szczególe przeróbką "Otherside" Red Hot Chili Peppers. Kuba Wojewódzki nazwał ten występ "milowym krokiem".

I choć w finale przegrali z duetem akrobatycznym Melkart Ball i młodą wokalistką Klaudią Kulawik, program bez wątpienia otworzył przed nimi wiele drzwi. W październiku 2009 roku wydali swój debiutancki album pt. "Uncovered", na którym jeszcze raz zaśpiewali swoje popisowe numery - te, które od dawna z takim powodzeniem wykonywali na koncertach. Wśród 12 zaaranżowanych w formule vocal play utworów, oprócz wspomnianych "Tragedy" czy "Otherside", znalazły się m.in. "Sound of Silence" Simon and Garfunkel, "Just the Two of Us" Billa Withersa i "Nothing Else Matters" Metalliki. Album szybko uzyskał status złotej płyty. Jednocześnie muzycy zapowiedzieli, że w ten sposób chcą zakończyć okres odtwarzania cudzych utworów. Przygotowują się teraz do tworzenia własnych kompozycji, o czym myśleli i nad czym pracowali już od dawna.

Na razie przemierzają jednak Polskę, grając koncerty - głównie w teatrach i filharmoniach, bo ich priorytetem jest oczywiście dobra akustyka. Na scenę wychodzą zawsze w ośmiu: Illuk (tenor, klawisze, wiolonczela, puzon, trąbka), Źrebak (tenor i kontratenor, smyki, klawisze, gitara, trąbka), Szajek (baryton, tenor, smyki, klawisze, gitara), Stecu (wiolonczela, gitara basowa i elektryczna, trąbka), Karas (baryton, skrzypce, gitara elektryczna, klawisze, trąbka, aranżacje), Maro (baryton, gitary, smyki, aranżacje, reżyser dźwięku), Cypis (bas, gitara basowa i kontrabas) i Kitek (instrumenty perkusyjne, efekty specjalne). Choć przypisani do tylu instrumentów, nie potrzebują ich fizycznej obecności, żeby zabrzmieć jak dobrze naoliwiona, koncertowa maszyna. Nad jej sprawnością czuwa też ten dziewiąty, wcale nie mniej ważny członek zespołu - Antos Sobucki, czyli koordynator, akustyk i realizator dźwięku. - Nasze aranżacje są bardzo skomplikowane, często w jednej piosence występuje nawet pięciu czy sześciu solistów. Gdyby nie Antos, który zna je wszystkie na pamięć i na bieżąco nas kontroluje, na scenie szybko zapanowałby chaos - podkreśla rolę kolegi Weidner.

W Polsce wciąż nie mają konkurencji. I choć tę unikatowość mogliby poczytywać jako swój atut, sami nie są do tego przekonani. Coraz częściej powtarzają, że chcieliby przetrzeć drogę gatunkowi vocal play w naszym kraju. - W Europie jest tylko jeszcze jeden podobny do nas zespół, z Łotwy. W rezultacie właściwie nie mamy się od kogo uczyć. Pozostają nam nieustanne próby i eksperymenty głosowe. Osoba, która jest np. w naszym zespole odpowiedzialna za dźwięk skrzypiec, cały czas wyszukuje koncerty skrzypcowe, godzinami słucha ich w domu, a potem próbuje je naśladować własnym głosem - zdradza kulisy pracy nad brzmieniem zespołu Weidner.
Największym komplementem dla muzyków Audiofeels jest oczywiście to, gdy ktoś nie poznaje, że ich przeróbki znanych utworów są tworzone wyłącznie z udziałem naturalnych głosów, bez wspomagania się jakimikolwiek żywymi instrumentami. Dla wielu laików oryginalne instrumentalne wersje od tych wokalnych zespołu są bowiem nie do odróżnienia.

- Miałem jakiś czas temu zabawną sytuację, kiedy na jeden z naszych poznańskich koncertów przyszedł mój dawno niewidziany wujek. Po występie gratulował nam, że tak świetnie dobraliśmy podkłady do naszych głosów. Kiedy tłumaczyliśmy mu, że wszystko, co słyszał, pochodziło z naszych gardeł, nie chciał uwierzyć. Wydawało mu to się niemożliwe - wspomina ze śmiechem Jarosław Weidner.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Rozrywka

Dziennik Bałtycki

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Dziennik Bałtycki", piątek 03.02.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Biuro Prenumeraty

Targ Drzewny 9/11
80-894 Gdańsk
tel. 58 30 03 694
infolinia 801 15 00 26

Prenumerata

Zamów prenumeratę

Reklama:

Biuro Reklamy Gdańsk
Gdańsk, Targ Drzewny 9/11
tel. 58 30 03 274
fax. 58 30 03 202

Biuro Reklamy Gdynia
ul. 10 Lutego 11
C.H. BATORY - III p.
(wejście od ul. Batorego)
tel. 58 660 65 11
fax 58 660 65 14

Reklama

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

Polska Dziennik Bałtycki

80-894 Gdańsk
Targ Drzewny 9/11
tel. 058 30 03 300
fax 058 30 03 303

Redakcja


Oddziały lokalne redakcji

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy Kaszubi są narodem?