Ewa z Gdyni ogłoszenie o pracy znalazła w gazecie 1 marca. "Zatrudnię sekretarkę do biura" - informowało. Nie podano, o jakie miasto i firmę chodzi. Był tylko nr telefonu.
Dziewczyna zadzwoniła w poniedziałek. Mężczyzna, który się przedstawił jako Wojciechowski, powiedział, że jest kierownikiem działu zatrudnień firmy Sahco. Najpierw zapytał Ewę, skąd jest.
- Teraz już wiem, że chodziło o to, by mógł się dopasować z wymyśloną siedzibą firmy - mówi dziewczyna.
Od razu zaproponował jej spotkanie we wtorek w... gdańskim Urzędzie Miejskim. - Miał spokojny głos, budził zaufanie, tak samo jak to że spotkanie ma się odbyć w urzędzie. Sprawiał wrażenie statecznego mężczyzny, po czterdziestce - opowiada Ewa.
Oszust tłumaczył, że jego szef, dla którego szuka sekretarki, jest stałym bywalcem magistratu.
- Zaprosił mnie do urzędu na godzinę 14. Twierdził, że akurat będą tam organizować konferencję i podpisywać umowy z prezydentem miasta. O podpisaniu umowy ze mną nie chciał rozmawiać, dopóki nie dam 100 złotych na szkolenie. Kilka razy podkreślał, że bez dowodu wpłaty nawet nie mam po co przychodzić - dodaje Ewa.
Pieniądze kazał przelać na konto niejakiego Grzegorza Śmierzewskiego, podobno księgowego firmy. Mimo obaw Ewa pieniądze dała. Ogłoszeniodawca zapewniał ją bowiem, że jeśli pracy nie dostanie, 100 zł jej zwróci.
- Kusił też dobrymi zarobkami - 2500 złotych netto i tym że jeśli się sprawdzę, firma opłaci mi studia - podkreśla Ewa.
W Urzędzie Miejskim czekała, żeby odebrał ją z korytarza - bo tak się umówili, ale się nie doczekała. Dopiero zapytani o miejsce konferencji urzędnicy gdańskiego magistratu poinformowali ją, że ani Wojciechowskiego, ani Śmierzewskiego, ani żadnej konferencji organizowanej przez panów u nich nie ma i nigdy nie było.
- Wstyd mi, że dałam się tak nabrać - mówi teraz Ewa - ale może przynajmniej będzie to przestrogą dla innych.
Z ogłoszeniodawcą próbowaliśmy się skontaktować kilkakrotnie. Trzy numery telefonów, które podawał Ewie, nie odpowiadają. Za to w internecie jest mnóstwo ostrzeżeń, bo ten sam oszust znany jest już w całej Polsce.
Policjanci obiecują, że będą próbować ustalić, kim jest oszust. - Do tej pory wiemy tylko o tej jednej konkretnej sytuacji z Gdańska, dlatego prosimy wszystkich naciągniętych w ten sposób, by się zgłaszali do najbliższego komisariatu policji - apeluje Sebastian Furtak z KWP Gdańsk i przestrzega, że jeśli ktoś, oferując pracę, żąda za nią zapłaty, to od razu powinna się nam zapalić czerwona lampka. - To pracodawca powinien płacić, a nie odwrotnie - podkreśla Furtak.