Jerzy Duda-Gracz, bo o nim mowa, urodził się w 1941 roku w Częstochowie. Ukończył katowicki Wydział Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Zmarł w listopadzie 2004 roku. Jego obrazy budziły gorące emocje, czasem wywoływały skandale. Z przyjemnością malował ludzi, których paskudne charaktery odbijają się na twarzach. Potrafił ujawnić i wyszydzić nasze wady narodowe. Zapewniał, że jego ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu jest leniuchowanie, jednak namalował prawie 3 tys.
obrazów. Pod koniec życia odszedł od drapieżnej groteski i publicystyki. Twierdził, że wygasła w nim "naiwna pasja naprawiania świata".
W Zielonej Bramie w Gdańsku urządzona została wystawa niezwykła. "Chopinowi Duda-Gracz" to 313 obrazów. Każdy z nich buduje malarskie wyobrażenie muzyki. Nie są to jednak ilustracje, lecz inspiracje dziełami Fryderyka Chopina, próba przełożenia dźwięków na formę malarską, linię, plamę i barwę.
- Kiedy narodził się pomysł namalowania, czyli "wyobrażenia" wszystkich dzieł Chopina, nie wiedziałem, że jest ich ponad 280, i pewnie dlatego nikt na świecie dotychczas tego nie zrobił. Praca trwała cztery lata, od 1999 do 2003 roku, ale warto było podjąć ten wysiłek - mówił artysta o cyklu "Chopinowi Duda-Gracz".
"Chopinowi Duda-Gracz" to opowieść o tęsknocie za Polską i chęć oddania emocji z tym związanych, ale też próba wyrażenia ich w dźwiękach i za pomocą pędzla jednocześnie.
- Inspiracją dla mnie zawsze była Polska - mawiał Duda-Gracz - ludzie i pejzaż. Na szczęście są jeszcze peryferyjne polskie zadupia, gdzie jest cicho, pięknie, spokojnie i daleko od zgiełku i obłędu, "bardzo ważnych spraw codziennych". Są nieba, chmury, deszcze, śniegi, mgły, wschody i zachody słońca, łąki, pola, trawy, drzewa, ogrody, strumienie, stawy i bajora, stare chałupy, krzywe domki i omszałe płoty...
Dopełnieniem tajemniczych, radosnych lub melancholijnych pejzaży artysty są postacie unoszące się w powietrzu, wirujące, tańczące i pląsające postacie, ni to zjawy, ni leśne rusałki, a także młodzi chłopcy i dziewczęta z narzuconymi na ramiona wzorzystymi strojami ludowymi z różnych regionów Polski.
Wystawa cieszy się zainteresowaniem zarówno miłośników muzyki czy malarstwa, jak i turystów zagranicznych. Goście wędrują po salach wystawowych z odtwarzaczami, słuchając muzyki Chopina. Ku mojemu zdziwieniu, jakaś miła para nie wypożyczyła odtwarzacza.
- Jesteśmy muzykami - wyjaśniają. - Patrząc na obraz, słyszymy muzykę, która zainspirowała malarza.
Ten jeden z największych autorskich cyklów w historii polskiego malarstwa prezentowany był już w innych miastach Polski. Gdańska wystawa jest częścią wspólnego projektu, które Muzeum Narodowe w Gdańsku realizuje z Polską Filharmonią Bałtycką pod nazwą "Fryderyk Chopin. Fenomen muzyczny i światowe dziedzictwo XXI wieku: świat Chopina w muzyce, słowie i obrazie".
Muzykę, która towarzyszy nam podczas zwiedzania, grał Kirył Keduk - wybitnie utalentowany pianista białoruski. Pieśni śpiewa Urszula Kryger - mezzosopran, która w 2009 roku wraz z włoskim pianistą Ruggero Laganem nagrała w Mediolanie wszystkie pieśni Chopina z towarzyszeniem fortepianu Pleyel z 1840 roku.
W Zielonej Bramie i foyer filharmonii oglądać można 150 prac (w filharmonii podczas koncertów).
Wystawa czynna będzie do 30 maja, wt.-pt. godz. 9.00-16.00, sob.-niedz. 10.00-17.00. Gdańsk, ul. Długi Targ 24, Zielona Brama.