- Naszym zdaniem stosowali podstęp, zastraszali pięciu przesłuchiwanych urzędników i radnego - mówiła adwokat Joanna Grodzicka, pełnomocnik Jacka Karnowskiego.
Sąd Rejonowy w Gdańsku nakazał toruńskiej prokuraturze wszczęcie śledztwa w tej sprawie. Wcześniej prokuratorzy je umarzali lub odmawiali rozpoczęcia takiego postępowania.
Cała sprawa bierze swój początek w 2007 roku, kiedy CBA wkroczyło do sopockiego magistratu.
Co się wówczas działo?
Jacek Karnowski wymienia zarzuty, jakie kieruje wobec CBA. - Poszukiwali mojego majątku w całej Polsce, co uważam za zwyczajne "odgryzanie się". Robili to jeszcze po umorzeniu części śledztw, np. tego, które dotyczyło Centrum Haffnera - mówił wczoraj prezydent Karnowski. - Jednak największe pretensje mam o to, jak funkcjonariusze CBA traktowali pracowników magistratu. Chodzi o sposób przesłuchań, zastraszanie, krzyki, tendencyjne, naprowadzające pytania.
W grudniu 2008 roku Jacek Karnowski złożył doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez agentów CBA. Prokuratorzy wówczas nie dopatrzyli się uchybień w działaniach agentów. Karnowski był innego zdania. Złożył zażalenie do sądu na tę decyzję toruńskiej prokuratury.
Po ogłoszeniu postanowienia adwokat Joanna Grodzicka była zadowolona z faktu, że prokuratura będzie musiała wszcząć śledztwo w tej sprawie. - Sąd potwierdził naszą argumentację i w części podzielił nasze stanowisko - mówiła.
- Kiedy czytam akta sprawy przygotowane przez prokuratorów mam wrażenie, że to jakiś "matrix", który ma jeden cel - usunięcie mnie ze stanowiska - tak po rozprawie mówił Karnowski o śledztwie w tzw. aferze sopockiej.
Ponadto poinformował dziennikarzy, że dziś złoży wniosek do ministra sprawiedliwości o odtajnienie akt sprawy. - Tak, żebyście państwo mogli się z nimi zapoznać i poinformować opinię publiczną o metodach pracy CBA.