W najbliższym czasie powstanie specjalny system, dzięki któremu kierowcy i motorniczowie ZKM Gdańsk mają za pomocą SMS-ów informować o awariach.
Władze Gdańska wpadły na taki pomysł m.in. po naszych publikacjach, g informowaliśmy - na podstawie rozmów z pracownikami ZKM - iż często się zdarza, zwłaszcza w starych tramwajach, że są popsute radiotelefony.
System ma działać następująco - motorniczy wysyła na tzw. bramkę internetową SMS. Nie opisuje w nim szczegółów awarii, ale wysyła jakieś ustalone hasło, np. liczba 1 to popsute drzwi, 2 - niesprawne hamulce itd.
- Taki system sprawdza się w wielu firmach przy kontroli realizacji pracy - mówi Andrzej Bojanowski, wiceprezydent Gdańska.
- Chcemy wprowadzić go możliwie szybko.
Popsute radiotelefony to tylko jeden z wielu problemów ZKM narastających od lat, na jakie zwracają uwagę, zastrzegając sobie anonimowość, pracownicy tej firmy w rozmowie z nami. Do redakcji zgłosił się kolejny motorniczy.
- Jesteśmy zastraszani. Gdy za często zjeżdżamy do zajezdni z powodu usterek, to dostajemy gorsze wozy albo nie dają nam wyjeżdżać więcej godzin, żebyśmy nie mogli dostać premii. Jest zeszyt z notatkami, kto ile zjeżdża, i jak jest niewygodny pracownik, to ma problem. Dziennie jest 30 - 40 zjazdów tramwajów. W tym roku była taka sytuacja, że jednego dnia nie wyjechało w trasę 12 tramwajów - mówi.
Krzysztof Wojtkiewicz, rzecznik ZKM, zarzuty odpiera.
- Przyjmując za punkt wyjścia tezę o gnębieniu pracowników, wcale nie powinno być zjazdów. Przyjmując za punkt wyjścia informację o dziennej liczbie zjazdów dotyczącej niemal połowy motorniczych, nielogiczna jest teza o ich zastraszaniu. Nie stosujemy wobec motorniczych jakichkolwiek konsekwencji służbowych czy finansowych związanych z liczbą zjazdów. Motorniczy, który odpowiada za bezpieczeństwo pasażerów w czasie obsługi linii, ma nie tylko prawo, ale i obowiązek zjazdu zawsze, kiedy wystąpi jakakolwiek awaria zagrażająca bezpieczeństwu - zapewnia.
Tymczasem Piotr Skiba, gdański radny PO, krytykuje decyzję szefów ZKM o dyscyplinarnym zwolnieniu motorniczego, który w poprzedni weekend kierował tramwajem 105 N i uderzył w tył dortmunda. Biegły stwierdził, że hamulce były sprawne, jednak motorniczowie, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, iż mogło dojść do "przepuszczenia na hamowaniu" - podczas jednego hamowania tramwaj nie reaguje, a w kolejnym nie ma już problemów.
- Nie jestem ekspertem technicznym, ale wydaje mi się, że zrzucenie całej odpowiedzialności na motorniczego jest nie w porządku. Oczekuję szczegółowej kontroli w ZKM i przedstawienia opinii publicznej raportu. Mam nadzieję, że kontrola da prawdziwy obraz, że nie dojdzie do sytuacji "malowania trawy na zielono" - mówi Skiba.
Prawda o ZKM leży pośrodku - rozmowa z Andrzejem Bojanowskim w czwartkowym "Dzienniku Bałtyckim".