Tym razem żaden z kandydatów się nie odchudza ani nie opala. Nawet wąsy zostają na swoim miejscu. Liczą się bowiem głównie emocje. I słowa, jakie je wywołują...
Radosław Sikorski - kandydat na kandydata do prezydenckiego fotela, mówi pod adresem Lecha Kaczyńskiego: prezydent może być niski, ale nie może być mały. I nawołuje elektorat do skandowania "były prezydent Lech Kaczyński".
Bez ogródek powtarza, że prezydent nie powinien porozumiewać się na migi. Co uderza zarówno w obecnego lokatora pałacu prezydenckiego, jak i Bronisława Komorowskiego. Ten ostatni kandydat na kandydata też nie jest taki cichy i pokorny.
Czy tak będzie wyglądać ta kampania, dopóki nie "zagoszczą" haki, teczki i kwity?
Piotr Tymochowicz, specjalista od marketingu politycznego, nie jest tą spiralą emocji specjalnie zdziwiony.
To nie czas, żeby się zachwycać koszulami i fryzurami polityków. Starcie polityków PO w prawyborach przypomina mu strategię złego i dobrego policjanta, która sprawdza się przy przesłuchiwaniu. Jeśli aresztant był najpierw źle traktowany przez tego złego, to jest szansa, że nabierze sympatii do tego dobrego.
- A tutaj mamy z jednej strony kandydata, uszytego na miarę męża stanu. Trochę jak z gabinetu figur woskowych, czyli Bronisława Komorowskiego. I naprzeciwko wichrzyciela, który atakuje i sam skupia na sobie atak i agresję. Do wichrzyciela się strzela, a jak się strzela, to można wystrzelać wszystkie naboje. I jeśli Komorowski zostanie kandydatem, już tak nie będzie atakowany. Wystawienie wichrzyciela może mieć właśnie taki sens - snuje domysły Tymochowicz.
Grubszy, czyli nasz Na razie w tym sporze, który kandydat na kandydata jest lepszy, działacze PO mają podzielone zdania. Spora część polityków z terenu mówi żartobliwie, że będzie głosować na marszałka Sejmu, bo... grubszy. A jak grubszy, to stabilniejszy. Inni mówią - marszałek jest swój. A o Sikorskim słychać częściej w PO, że jest... nasz i nie nasz. Jan Rokita ocenia w wywiadzie dla "Polski", że "minister ma charakter mniej wiernopoddańczy, niż marszałek, w związku z czym jego szanse są dużo mniejsze".
Specjaliści od marketingu są zdania, że Sikorski mógłby pociągnąć tłumy, gdyby w ślad za jego energią, entuzjazmem, młodością i takim swobodnym stylem nie szła jakaś wielka ideologia, tylko supernowoczesna koncepcja. Gdyby Sikorski swoim sposobem bycia zamanifestował coś nowego w polityce, pokazał nowy styl. Mówiąc językiem marketingu politycznego, gdyby stał się takim trendseterem. Ale na razie nic na to nie wskazuje. Widać tylko grę emocjami.
Szczur nie. Miś tak
Kiedy w poprzednich kampaniach wyborczych media rozpisywały się o dietach kapuścianych kandydatów o niebieskich koszulach i o czystych butach, teraz o wyglądzie kandydatów raczej cicho sza. Raczej, bo jeden z tabloidów zamieścił rysunek z podpisem "okularnik z wąsami nie ma żadnych szans".
- Okulary, wąsy, tusza w tej kampanii nie mają większego znaczenia - mówi Tymochowicz. - Kiedyś mogliśmy myśleć, że nie wyobrażamy sobie prezydenta niższego od Napoleona. A teraz wiemy, że wszystko jest możliwe. To, że Bronisław Komorowski nie jest taki szczupły, może być nawet atutem.
Ja bym powiedział, że jest bardziej opływowy. Wygląda na kogoś, kogo nie dotyka kryzys ani konflikt.
Trudno mieć pretensje do misia. Można się złościć na szczura, na hienę czy mysz, ale nie na misia. W Stanach Zjednoczonych jest taki nurt w marketingu. Jeżeli chcemy wiedzieć, czy dany kandydat będzie się dobrze kojarzyć, to maszerujemy ze zdjęciami do przedszkoli i pytamy dzieci, jakie zwierzątko ten pan czy ta pani wam przypomina. Jeśli mówią, że szczura lądowego, to nie jest dobrze. Ale jeśli powiedzą, że misia czy lwa, to na takiego można postawić. Idąc tym tropem Sikorski mógłby się kojarzyć z liskiem, a Komorowski z misiem.
Maryla Kościńska, szkoleniowiec i trener od wizerunku, tłumaczy, że wąsy i okulary nic nie znaczą. Po prostu są. Przypomina, że sumiasty dodatek był atrybutem wodza w latach 80., jak w przypadku Lecha Wałęsy. Dzisiaj już nie. Ale nie radzi Bronisławowi Komorowskiemu pozbywać się wąsów tylko dlatego, że dziś nie są modne. Bez nich byłby nieprawdziwy. Sztuczny. Jak nie on. Jego działanie trąciłoby fałszem.
Pytana o Sikorskiego Maryla Kościńska mówi, że porywczość, wigor i otwarcie na świat mogą się podobać. I to nie tylko młodym ludziom, jak się sugeruje.
W tym szumie wokół prawyborów o innych kandydatach mówi się mniej albo prawie wcale. Jeden ze specjalistów od wizerunku mówi o Jerzym Szmajdzińskim tak: Nie wierzę w to, żeby poparcie zdobył kandydat, który w swoim sposobie bycia jest melancholijny, nawet nieco depresyjny, mimo permanentnego uśmiechu na twarzy. Gdyby wybuchła wojna, on zauważyłby to dopiero po tygodniu. Nie kojarzy się z powerem politycznym.
Ostatnio do grona Jerzego Szmajdzińskiego, Andrzeja Olechowskiego, Marka Jurka czy Tomasza Nałęcza dołączył Ludwik Dorn, jako ewentualny kandydat Polski Plus. Na sugestię dziennikarza, że nie ma ognia walki w oczach, Dorn obiecał, że jeszcze mu oczy zapłoną.
Spec od wizerunku tak ocenia Ludwika Dorna: kostyczny i z ogromnym elektoratem negatywnym. Ostatnio naraził się niepełnosprawnym i ich rodzinom. Raczej też nie będą na niego głosować ci, których chciał brać w kamasze albo pod adresem których wołał: "Pokaż lekarzu, co masz w garażu?".
Przy okazji prezydenckich wyborów z definicji nie powinno się traktować wszystkich kandydatów poważnie. Jedynie dwóch będzie toczyć walkę. O pozostałych trzeba sobie powiedzieć jasno, że nie startują po to, żeby wygrać, tylko, żeby umocnić swoją partię na arenie politycznej.
Piotr Tymochowicz: Czasem startują też ludzie biznesu, mam tu na myśli pana Olechowskiego.
Nie sądzę, żeby on wierzył w to, że może zostać wybranym. Ale chce coś jeszcze w biznesie zrobić istotnego. Podobnie jak na kandydowanie może się zdecydować Kazimierz Marcinkie-wicz, żeby potem łatwiej mu było dostać nową posadę w jakimś banku na świecie. W CV to się bardzo liczy. Oznacza, że taki człowiek ma w kraju ogromne zaufanie i jest wiarygodny.
Zdaniem Tymochowicza, ta kampania będzie nie tylko festiwalem emocji , ale też obietnic.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikBaltycki.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.