Dziennik Bałtycki » Opinie » Rejsy: Nie mogę teraz odebrać twojej wiadomości

Rejsy: Nie mogę teraz odebrać twojej wiadomości

Data dodania: 2008-07-17 16:16:11 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2008-07-17 18:57:13

Dziennik Bałtycki

Barbara Szczepuła

2KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Rejsy: Nie mogę teraz odebrać twojej wiadomości

Gdy tylko mógł, Jacek wyjeżdżał z aparatem fotograficznym za miasto. Zachwycał się wszystkim co widział, co przeżywał (© archiwum)

Dla czytelników gazet była to jedna z wielu depesz: "W Nowej Zelandii zaginął polski turysta". Ale dla jego bliskich to zwiastun tragedii. Relacja Anny Grzybowskiej, matki, która straciła syna.


Krążę po mieszkaniu, chodzę z kąta w kąt i wszystko mi go przypomina. Wyglądam przez okno w kuchni, czy nie nadchodzi. Nakrywam stół do obiadu i przy jednym nakryciu kładę nóż po lewej, a widelec po prawej stronie talerza, bo Jacek był leworęczny i przez dwadzieścia parę lat tak właśnie robiłam... Tu leżą jego książki, tam płyty, w przedpokoju stoją buty...

Owszem, chcę o nim rozmawiać, bo wtedy mam wrażenie, że jest jeszcze z nami, że zaraz wejdzie, zawoła: cześć, pocałuje mnie, pogłaszcze psa...
∨ Czytaj dalej
Mąż zamknął się w sobie, straszne jest to jego milczenie... A Marysia? Jak osiemnastoletnia zaledwie dziewczyna przeżywa śmierć brata? Pytam ją, bo się niepokoję. Odpowiada spokojnie, że Jacek poszedł przygotować jej miejsce i niedługo ją zabierze... Ciarki przechodzą po skórze i chce mi się wyć.

Taki był radosny. Zawsze uśmiechnięty. W szkole czasem nawet ten jego uśmiech denerwował nauczycielki, jedna z nich skarżyła mi się, że Jacek się z niej wyśmiewa. Ale to był taki życzliwy dla świata uśmiech dziecka, potem chłopca, potem młodego mężczyzny. Rósł, mężniał, doroślał i ciągle się uśmiechał.

Uśmiechał się także wyjeżdżając do Nowej Zelandii. To było jego marzenie. Skończył elektronikę i informatykę na Politechnice Gdańskiej oraz matematykę na uniwersytecie. Był bardzo zdolny, nauka nie sprawiała mu trudności, wszystkie egzaminy zdawał śpiewająco. Pracował jakiś czas w Prokomie, potem rozesłał swoje CV w różne miejsca i otrzymał propozycje z Holandii, Szwajcarii, Austrii, Nowej Zelandii. Wybrał Nową Zelandię.

Skakał z radości. Mówił, że popracuje przez rok i wróci.

***

Wyjeżdżał w kwietniu, a w marcu nasza spokojna stara suka, ulubienica Jacka, zaczęła wyć. Wyła tak żałośnie, że serce się ściskało. Starzy ludzie mówią, że jak pies tak wyje, zdarzy się w domu nieszczęście. Gdy Alfa zaczynała wyć, stale mi to przychodziło do głowy. Pewnego razu Jacek stanął w drzwiach kuchni i zapytał: - Mamo, a może nie jechać? Powiedziałam coś uspokajającego... - Jedź, ale uważaj. Przyślij mi SMS-y z Frankfurtu, Singapuru i Sydney. Tam miał międzylądowania. Nie jechał sam, do Wellington leciało z Polski osiem osób. Gdy dolecieli, odetchnęłam z ulgą, no, wszystko w porządku, Bogu niech będą dzięki.

Praca była satysfakcjonująca, zarobki też, oczarowała go przyroda Nowej Zelandii. Gdy tylko mógł, wyjeżdżał z aparatem fotograficznym za miasto. Gadaliśmy często przez Skype, zachwycał się wszystkim co widział, co przeżywał.

Gdy wyjeżdżał dałam mu medalik z Matką Boską Nieustającej Pomocy. Prosiłam Ją, żeby go strzegła.

Był człowiekiem głęboko wierzącym. Działał w duszpasterstwie akademickim u ojców dominikanów, miał wielu przyjaciół, organizował wyjazdy młodzieży do Taizé, sam bywał tam wielokrotnie. Bardzo polubił to miejsce, powtarzał za Janem Pawłem II, że do Taizé jeździł się jak do źródła. Tam bracia wywodzący się z różnych i czasami skonfliktowanych wyznań, narodów, kultur i języków, wspólnie się modlą i pracują i okazuje się, że jest możliwe, bo Chrystus burzy mury wszystkich podziałów. Jest Drogą, Prawdą i Życiem.

"Wędrowiec zatrzymuje się tu, zaspokaja pragnienie i rusza w dalszą drogę" - mówił Papież.
Jacek wierzył, że tak jest i że tak można żyć.

Pod sympatycznym uśmiechem krył się bardzo serio podchodzący do życia mężczyzna. Kiedyś mi powiedział, że jeśli się nie ożeni do pewnego wieku, to wstąpi do zakonu. Rozstał się wtedy z dziewczyną, na której bardzo mu zależało, sądziłam, że to go skłoniło do takich deklaracji.

Gdy jego koledzy z Wellington dali znać, że Jacek zaginął, że wyszedł w sobotę rano i nie wrócił przez weekend, powiedziałam, że to niemożliwe. W niedzielę chodził do kościoła i nie przypominam sobie, by kiedykolwiek opuścił mszę świętą.

***

A jednak zaginął. Ambasada przysłała nam oficjalną wiadomość.
- Co robić? - pyta mąż.
- Musisz jechać.
- Sam nie pojadę.
- No, dobrze, jedziemy razem - mówię, ale nie mam złych przeczuć, trzeba mu zabrać polskie gazety, myślę, bo pewnie gdy go znajdą, na parę dni umieszczą w szpitalu. Jakieś rzeczy jeszcze przygotowałam. Wzięłam na przykład białe prześcieradło...
1 2 3 »

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Jacku, dziekuje i pamietam....

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

gelso (gość), 03.09.10, 02:50:17

Doskonale pamietam Ciebie. Poznalismy sie w autokarze do Taize, we Wroclawiu. Byles swietnym kompanem, grales na gitarze i jeszcze ten usmiech..... Co za ironia, ze przeszlo po dwoch latach dowiedzialam sie dzis, ze nie zyjesz. Jestem wstrzasnieta. Mam plyty, ktore dla mnie nagrales. Bede sie za Ciebie modlic. Jacku, kiedys spotkamy sie w dobrym miejscu.... Do zobaczenia..... Ola

odpowiedzi (0)

skomentuj

kondolencje

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Kuba Niklas (gość), 14.08.08, 08:43:59

bardzo to piekne..pamietam Jacka jak przez mgle... ze szkolnych korytarzy...moj brat uczeszczal z nim do jednej klasy. Bardzo wzruszajacy artykul.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Rozrywka

Dziennik Bałtycki

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Dziennik Bałtycki", niedziela 27.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Biuro Prenumeraty

Targ Drzewny 9/11
80-894 Gdańsk
tel. 58 30 03 694
infolinia 801 15 00 26

Prenumerata

Zamów prenumeratę

Reklama:

Biuro Reklamy Gdańsk
Gdańsk, Targ Drzewny 9/11
tel. 58 30 03 274
fax. 58 30 03 202

Biuro Reklamy Gdynia
ul. 10 Lutego 11
C.H. BATORY - III p.
(wejście od ul. Batorego)
tel. 58 660 65 11
fax 58 660 65 14

Reklama

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

Polska Dziennik Bałtycki

80-894 Gdańsk
Targ Drzewny 9/11
tel. 058 30 03 300
fax 058 30 03 303

Redakcja


Oddziały lokalne redakcji

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikBaltycki.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.