Jakiś kochanek, jakieś zawiniątko

    Jakiś kochanek, jakieś zawiniątko

    Gabriela Pewińska

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Po premierze "Z prochu powstałeś" Harolda Pintera w teatrze Atelier w Sopocie.
    Gdy Harold Pinter reżyserował swoją sztukę "Z prochu powstałeś", we Włoszech zrobił przedstawienie wręcz ascetyczne. Minimum inscenizacji. Szczątki sytuacji. Ten trwający nieco ponad godzinę spektakl, przecięła natomiast - cztery razy - martwa, trwająca blisko pół minuty cisza. Pinter wiedział, że to cisza krzyczy najgłośniej. W spektaklu w teatrze Atelier krzyk zagłusza to, co najważniejsze.

    Koszmar krajobrazu


    Tłumacz noblisty Bolesław Taborski nazwał napisany dwanaście lat temu dramat "Z prochu powstałeś" poetyckim hołdem dla ofiar holokaustu. Za biografem Harolda Pintera, Michaelem Billingtonem, powtarzał: "Wydaje się, że jesteśmy w angielskim hrabstwie, a zarazem w Auschwitz, Bośni czy jednym z wielu innych miejsc, gdzie okrucieństwa popełniane przez ludzi były, lub jeszcze są - częścią krajobrazu".


    Na scenie teatru Atelier ona i on. Małżeństwo? Rozmawiają. Pozornie o niczym. Rebecca (Joanna Bogacka) rzuca jakieś błahe, można by rzec, bliskie tylko tej parze, historie: jakiś kochanek, jakieś perony, jakaś fabryka, jakaś agencja podróży, jakieś światła, jakiś dom na wzgórzu, jakieś zawiniątko. Devlin (Krzysztof Gordon) wypytuje, prowokuje do zwierzeń, a nawet filmuje tę spowiedź.

    Ma się wrażenie, że to nie pierwsza taka rozmowa tych dwojga. Ona jak w transie, on - oddalony od niej o setki planet, choć przecież dzieli ich tylko jeden mały stolik. Nie rozumie jej. Nie jest częścią jej krajobrazu.

    Niewinne pióro


    Bo na przykład ona mówi tak:

    Rebecca: - To się zdarzyło, kiedy robiłam notatkę, takie zapiski w związku z pralnią. No, żeby powiedzieć jasno... listę rzeczy do prania. No więc położyłam pióro na stoliku i ono się stoczyło. (...). Pióro, zupełnie niewinne pióro.

    Devlin: - Nie możesz wiedzieć, czy było niewinne. (...) Bo nie wiesz, gdzie ono było przedtem. Nie wiesz, ile rąk je trzymało, ile rąk nim pisało, co inni ludzie nim robili. Nic nie wiesz o jego historii. Nie znasz historii jego rodziców.

    Rebecca: - Pióro nie ma rodziców.

    Niepokój, który dręczy Rebeccę, odzywa się w najmniej spodziewanych momentach. Wyjątkowo natarczywy staje się, gdy czuje się najbardziej szczęśliwa, kiedy patrzy na gwiazdy lub podziwia widok z okna. Rebecca jest jak niemowlę, które płacze, choć nie wie dlaczego. Nosi w sobie nie swój dramat. To, co się w niej kotłuje, co ją zjada, co ją niszczy, to przeżycia innych. Trauma pokoleń. Duchy podświadomości.

    Teraźniejszość


    W didaskaliach Harold Pinter wyraźnie zaznacza, że akcja dzieje się w teraźniejszości, nie po wojnie. Dla tych, którzy będą czytać, oglądać ten tekst za pół wieku, też będzie to ten sam czas. Także wtedy bohaterowie będą w średnim wieku, ale doświadczenie holokaustu dla "Rebeccy przyszłości" będzie wciąż jej bolesnym doświadczeniem, chociaż nie mogła go przeżyć.

    To, co w niej siedzi, co nie pozwala zwyczajnie żyć, być szczęśliwą, to ból przekazywany z pokolenia na pokolenie, gen choroby duszy, gen nieuleczalnej pamięci. Na nic zda się psychoterapia. Na nic hipnoza. Ból narodu, który dźwiga jeden człowiek. Rana, uraz, coś, co trudno nazwać, o czym trudno opowiedzieć, coś, czego nie da się wyleczyć ani wyrzucić.
    Devlin próbuje ratować ich oboje. Chce, żeby z siebie wypluła to, co ją dręczy. Prowokuje do zwierzeń, jakby to była choroba żołądka. Ona "wymiotuje", ale to nie przynosi ulgi.
    Bo Rebecca czuje, że z tego prochu przeżyć, z tych zgliszczy jest ulepiona. Kim byłaby, gdyby jej to zabrano, gdyby ją uleczono?

    Kamera, którą wprowadza na scenę reżyser Andre Ochodlo, wchodzi wręcz do gardła snującej zwierzenia Rebeccy. Nie o taką głębię chyba jednak chodzi. Żadne "urządzenie" nie przeniknie przejmującego tekstu Harolda Pintera. Może trzeba te słowa tylko zwyczajnie wypowiedzieć?
    Ale to już zadanie godne prawdziwych mistrzów.

    Spektakl "Z prochu powstałeś" otworzył tegoroczne Lato Teatralne w teatrze Atelier.
    Przedstawienie można jeszcze zobaczyć dziś, w piątek i sobotę o g. 19.30.
    Teatr Atelier, ul. Mamuszki 2 w Sopocie.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo