Młodzi społecznicy z Sopotu i Gdańska chcą, aby mieszkańcy mogli sami zgłaszać projekty uchwał, które uchwalałaby Rada Miasta. Pomysł ten to nowum w Trójmieście, ale nie w Polsce. Projekty uchwał mogą bowiem zgłaszać m.in. mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego, Słupska i Opola.
- Chcemy, aby gdańszczanie i sopocianie mieli prawo składać własne projekty uchwał w bezpośredni sposób. Dzisiaj mogą to robić jedynie radni i prezydent miasta - tłumaczy Marcin Gerwin z Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej. - I wcale nie musi tu chodzić o duże inwestycje, ale np. o zmianę nazwy ulicy czy wybudowanie alejki rowerowej. Chcemy przede wszystkim zaktywizować mieszkańców, aby czuli się współgospodarzami swojego miasta.
I dlatego właśnie m.in. Marcin Gerwin z Sopotu i Lidia Makowska z Gdańska postanowili zorganizować wspólną kampanię pod hasłem "Demokracja to nie tylko wybory". Wnioski z propozycją zmian w statutach miast złożyli już do przewodniczących rad miasta Sopotu i Gdańska.
Ci pozytywnie wypowiadają się o inicjatywie. - W końcu to mieszkańcy płacą podatki, więc powinni mieć wpływ na to, na co są wydawane później pieniądze. Dziś mogą decydować jedynie za naszym, radnych, pośrednictwem - zauważa Bogdan Oleszek, przewodniczący Rady Miasta Gdańska. W podobnym tonie wypowiada się przewodniczący Rady Miasta Sopotu, Wieczesław Augustyniak.
- Taka inicjatywa jest potrzebna. Najpierw jednak musi uzyskać pozytywną opinię prawną - zaznacza.
Pozytywne głosy dochodzą też od innych radnych.- To bezpośredni przejaw demokracji - podkreśla Jerzy Hall, sopocki radny PO.
Zarówno w Gdańsku, jak i Sopocie projekty trafiły już do prawników, którzy w ciągu najbliższych tygodni zdecydują, czy w takiej formie są zgodne z prawem. Jeśli tak będzie, wnioski trafią pod otwarte dla mieszkańców obrady odpowiednich komisji rad miasta, a potem na sesję.
Pomysłodawcy projektu podkreślają, że chcą mieszkańców zachęcać do aktywności, a nie blokować jej "administracyjną ścieżką zdrowia". Proponują więc, aby pod każdym wnioskiem w Sopocie zebrać 50 podpisów mieszkańców, a w Gdańsku 200. - Oczywiście nie upieramy się przy tych liczbach. Nie chcemy jednak, aby mieszkańcy chcący złożyć jakiś ciekawy projekt musieli zebrać np. tysiąc podpisów. To nie jest proste i zniechęca - mówi Lidia Makowska z portalu wrzeszcz. info.pl. - Chcemy zmienić sposób myślenia części radnych. Mieszkańcy to potencjał, a nie problem. Potrafią połączyć się poza podziałami partyjnymi.
Inicjatywa nie ogranicza roli miejskich radnych. Każdy projekt będzie przez nich dyskutowany na komisjach. Może się zdarzyć, że projekt okaże się niekorzystny dla ogółu mieszkańców, więc będzie musiał być odrzucony. Społecznicy przygotowali też załącznik, w którym precyzują "ścieżkę" przechodzenia tego typu uchwał przez radę miasta. Po to, by nie utykały w urzędniczych szufladach.
Są już pomysły na Pierwsze projekty uchwał Mieszkańców Sopotu
Projekt, który proponują aktywiści z Gdańska i Sopotu, przypadł do gustu mieszkańcom. Choć nie ma on jeszcze mocy prawnej, zgłaszają już pierwsze pomysły projektów uchwał.
Co chcieliby zmienić mieszkańcy Sopotu?
- Kierunek drogi jednokierunkowej na ul. Władysława IV. Obowiązuje on ich zdaniem w złą stronę. Podobna sytuacja jest na placu Rybaków.
- Zwiększenie środków na utrzymanie porządku w mieście. Zdaniem niektórych mieszkańców, urzędnicy dbają jedynie o główne ulice, a to za mało.
- Zniesienie podatku od psa.
- Specjalna uchwała nakazująca troskę o zaniedbaną zdaniem mieszkańców fontannę Jasia Rybaka.
- Emeryci po 65 roku życia powinni mieć 50 proc. ulgi przy podatku od nieruchomości.