PolskaTimes.pl

Najlepszy program TV w sieci

Serwis powstaje we współpracy z The Times

sobota 11 lutego 2012 r. imieniny obchodzą: Maria, Lucjan, Łazarz

Dziennik Bałtycki » Opinie » Artykuł

Westerplatte 1939. Prawdziwa historia?

Dziennik Bałtycki Jan Szkudliński, historyk

2009-09-29 20:45:54, aktualizacja: 2009-10-08 11:23:03

W końcu września ukazała się książka Mariusza Wójtowicza-Podhorskiego pt. "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia". Z uwag we wstępie oraz deklaracji zawartych w przedmowie czytelnik dowiaduje się, że autor dokonał konfrontacji nieznanych wcześniej dokumentów, aby na ich podstawie stworzyć całkowicie nowy obraz wydarzeń na Westerplatte.

Istotnie, autor się starał drobiazgowo przedstawić siedem dni obrony Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Wydawać by się mogło, że kilkusetstronicowa publikacja, opatrzona ciekawym materiałem ilustracyjnym, licznymi przypisami i opasłą bibliografią, jest rzetelnym opracowaniem naukowym. Czy tak jest w istocie?

Autor obszernie powołuje się na tzw. relacje, ale nie poświęcił ani jednego zdania sposobowi ich weryfikacji, tym samym stawiając pod znakiem zapytania ich wiarygodność.
∨ Czytaj dalej
Reklama
Po bliższej analizie omówień samych "relacji" dokonanych przez Wójtowicza-Podhorskiego okazuje się, że w wielu przypadkach nie są to wspomnienia uczestników czy świadków wydarzeń, ale przekazy z drugiej lub trzeciej ręki. Mówią one o zdarzeniach, o których osoby te, z reguły wiele lat po faktach - opowiedziały lub rzekomo opowiedziały - innym osobom. Te zaś z kolei powtórzyły jeszcze innym. Żadna z "relacji" nie została zacytowana w całości. Brak również informacji o okolicznościach ich powstania. Słowem - brak jakichkolwiek danych pozwalających zweryfikować nie tylko to, czy opisują one wiernie wydarzenia historyczne, ale nawet to czy osoby, które wymieniono jako autorów wspomnień, w ogóle wypowiedziały dane słowa. Niekiedy Wójtowicz-Podhorski w ogóle nie podaje informacji o autorach "relacji", zaświadcza jedynie, że są one "wiarygodne" lub że są "niezbitymi dowodami". Książka nie zawiera aneksu źródłowego, o który aż się prosi w dziele roszczącym sobie prawo do odkłamywania "nieprawdziwej historii". Musimy zatem wierzyć na słowo autorowi, który twierdzi, że "nieznane" do tej pory dokumenty w ogóle istnieją. Pomimo tak wątłych podstaw nie waha się on wysuwać najbardziej kuriozalnych zarzutów wobec osób, które z narażeniem życia broniły Rzeczypospolitej Polskiej.

Wójtowicz-Podhorski, powołując się na "niezależne wiarygodne źródła", na które rzekomo "trafił", pisze wprost, że mjr Henryk Sucharski był chory na syfilis (s. 238, przyp. 420). Swoje oskarżenie podbudowuje autorytetem Zdzisława Kręgielskiego, w 1939 roku podporucznika, który rzekomo miał coś mówić o "wyraźnej słabości" majora do swego ordynansa. Oczywiście żadna z tych "relacji" nie została zacytowana! Ponadto poza wspomnianym podporucznikiem "autorzy" rzekomych "relacji" pozostają ukryci pod dwuliterowymi skrótami. Zatem i tutaj Wójtowicz-Podhorski domaga się od czytelnika bezgranicznej wiary wyłącznie w jego słowo. Na ewentualne próby podważenia tych i podobnych im rewelacji autor ma gotową odpowiedź: rodziny westerplatczyków obawiają się bliżej niesprecyzowanych "służb specjalnych" i na temat "osobliwych skłonności" mjr. Sucharskiego (o których jakoby mieli słyszeć od swych ojców czy dziadków) rozmawiać nie będą, bo się boją (s. 503). Czy mamy jednak uwierzyć, że macki tychże bliżej nieokreślonych służb specjalnych sięgały nawet do brytyjskiego szpitala wojskowego nr 92 w Neapolu, gdzie w 1946 roku majora dwukrotnie operowano i w którym zmarł? W końcu tamtejsi lekarze nie dostrzegli żadnego śladu "francuskiej choroby".
strona: 1 z 2 »

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Komentarze (6)
Przejdź do dyskusji na forum

Wyświetl od:
Zwiń wszystkie wątki

Recenzja w "Dzienniku Polskim":

Jegorow (gość) 23.09.10, 16:01:48

O Westerplatte inaczej

Mariusz Wojtowicz-Podhorski sprawą obrony Westerplatte we wrześniu 1939 r. zajmuje się od wielu lat. Na własną rękę bada temat, poszukuje nowych źródeł, świadectw, pamiątek. Przeprowadza analizy i porównania, sprawdza wiarygodność relacji i opracowań. I to właśnie dzięki niemu (choć szlak przetarł wcześniej Mariusz Borowiak ze swoją książką "Westerplatte. W obronie prawdy") zbliżamy się do prawdy o siedmiodniowej obronie Polskiej Składnicy Tranzytowej w Gdańsku.
Wszystko zaczęło się w 1980 r., gdy siedmioletni Wojtowicz-Podhorski odwiedził mauzoleum na Westerplatte. Jeden z żyjących jeszcze obrońców, Franciszek Bartoszak, pełniący wtedy funkcję przewodnika w wartowni nr 1, szepnął na ucho zafascynowanemu chłopcu: "Zapamiętaj, że to nie major Sucharski nami dowodził...". Tak rzucone ziarno zakiełkowało. Wojtowicz zainteresował się dziejami obrony, a im bardziej się w nie wgłębiał, tym więcej miał wątpliwości. Otóż z relacji części uczestników walk wynikało, że przez większą część czasu obroną Westerplatte dowodził nie mjr Henryk Sucharski, a jego zastępca kpt. Franciszek Dąbrowski. Świadkowie mówili o tym wprawdzie trochę półgębkiem, konspiracyjnie i z niejakim zażenowaniem, ale wystarczająco wyraźnie, by ich relacje traktować poważnie. Wojtowicz-Podhorski, który w międzyczasie rozpoczął studia historyczne na Uniwersytecie Gdańskim, poszedł tym tropem i rozpoczął weryfikację oficjalnej historii obrony gdańskiego półwyspu.

Uważna analiza dotychczasowych źródeł, a także dotarcie do nowych, niemieckich i polskich, pozwoliła na rekonstrukcję wydarzeń mocno odbiegającą od oficjalnej wersji obecnej w podręcznikach i opracowaniach od ponad czterdziestu lat. Otóż po druzgoczącym nalocie niemieckich sztukasów na polską placówkę, nalocie, który spowodował duże straty, mjr Sucharski doznał załamania nerwowego, polecił wywiesić na koszarach białą flagę i podjął decyzję o kapitulacji. Poddaniu się zapobiegła interwencja Dąbrowskiego i innych oficerów, którzy opanowali sytuację i nakazali kontynuowanie oporu. Załamany Sucharski, którego faktycznie (choć nie formalnie) pozbawiono dowództwa, przez kolejne pięć dni krążąc po koszarach namawiał żołnierzy do zaprzestania walki... Po kapitulacji wtajemniczeni w sprawę oficerowie (większość żołnierzy i podoficerów walczących poza koszarami nie miała pojęcia o tych wypadkach) zawarli gentelmen's agreement, że sprawa pozostanie w tajemnicy do końca wojny. Niestety, Sucharski, na którym spoczywał obowiązek ujawnienia prawdy i oddania sprawiedliwości Dąbrowskiemu, zmarł tuż po zakończeniu działań wojennych, w dodatku we Włoszech. Oficjalna wersja o jego bohaterskim dowodzeniu, utrwalona jeszcze przez popularną książeczkę Melchiora Wańkowicza, weszła do historii. Pierwsze próby jej weryfikacji uczestnicy obrony podjęli po odwilży 1956 r., ale bez powodzenia. Trzeba było czekać czterdzieści lat, by badacze dokonali jej weryfikacji.
Taką właśnie weryfikacją jest monografia Mariusza Wojtowicza-Podhorskiego pt. "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia". Na prawie siedmiuset stronach autor, dzięki uporczywemu poszukiwaniu nowych źródeł, z zadziwiającą dokładnością odtworzył przebieg walk, wyjaśnił budzące wątpliwości epizody. Przedstawił też postaci, które w dotychczasowej historiografii Westerplatte pozostawały nieco w cieniu: kpt. Dąbrowskiego, lekarza kpt. Mieczysława Słabego, chor. Jana Gryczmana.
Praca jest bogato udokumentowana, a towarzyszy jej prawie trzy tysiące przypisów, prawie siedemset często unikatowych fotografii i 28 map. Niektóre fotografie są wręcz kapitalne, jak choćby sceny z pokładu "Schleswiga Holsteina", prowadzącego ostrzał polskiej placówki, ponura mina dowódcy niemieckiej kompanii szturmowej, por. Schuga czy sceny po kapitulacji. Jakaż to odmiana pod czterech dyżurnych fotografiach z Westerplatte, publikowanych we wszystkich książkach o Składnicy i we wszystkich gazetach na kolejne rocznice Września!

Mariusz Wojtowicz-Podhorski, Westerplatte 1939. Prawdziwa historia, Wydawnictwo AJ-Press, Gdańsk 2009

PAWEŁ STACHNIK

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Westerplatte - sprostowanie

Kielczanin (gość) 02.08.10, 13:17:10

Cenzura nadal działa. Mojemu sprostowaniu do ARTYKUŁU niejakiego dr Marszalca z Muzeum II w.ś. w Gdańsku (nieoficjalna strona http://www.muzeumIIws.pl), który ukazał się na łamach Gazety Wyborczej Trójmiasto, gdzie naruszone zostały moje dobra osobiste, wbrew prawu prasowemu odmówiono publikacji. Korzystam więc z łamów portalu 'Do broni'.

Są różne recenzje. Obiektywne i pisane by zachęcić lub zniechęcić do danego dzieła. Są też recenzje pisane ze złości jak recenzja dr. Janusza Marszalca z Muzeum II Wojny Światowej opublikowana pod koniec października br. w Gazecie Wyborczej Trójmiasto, która jest niczym innym jak zbiorem wycieczek osobistych niegodnych naukowca.

Czytając jego recenzję książki „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” poczułem się w roli Janusza Roszki, autora publikacji ukazujących prawdę o obronie Westerplatte, brutalnie zaatakowanego w 1993 r. na łamach prasy przez dyżurnych dziennikarzy i historyków. Marszalec kłamliwie zarzuca mi m.in. nie korzystanie z publikacji historyków naukowo zajmujących się osobą Sucharskiego. Zwrócę tu uwagę, że osoby te które ma na myśli Marszalec o sprawie załamania Sucharskiego i wywieszeniu przez niego białej flagi 2 września wiedzą od dawna, o czym świadczy ich korespondencja prowadzona z innymi historykami. Niemniej jednak nie jest to dla nich przeszkodą by publikować książki i artykuły z tezą iż Sucharski nie załamał się i miał prawo poddać Składnicę już po 12 godzinach, co jest oczywiście niezgodne z prawdą.

Marszalec dużej wiedzy o Westerplatte i II w.ś. nie posiada, co jednak pozwala mu oceniać innych, a samemu popełniać tak kardynalne i akademickie błędy jak ten, gdy por. Grodeckiego opisuje jako „majora” w materiale związanym z wystawą na Westerplatte, czy też pisząc iż Wartownia Nr 1 to „jedyny zachowany obiekt Wojskowej Składnicy Tranzytowej”. Automatycznie podważa to rzetelność zawartych na wystawie informacji.

Marszalec zarzuca mi, że opieram się na niewiarygodnych, niesprawdzonych relacjach „z drugiej ręki”. „Świadkami, którzy mogli być bezpośrednimi uczestnikami opisywanych przez siebie zdarzeń” nie są dla Marszalca np. chor. Gryczman, mat Rygielski i kilkudziesięciu innych westerplatczyków walczących na pierwszej linii obrony, których relacje i korespondencje wykorzystałem w książce publikując je jako pierwszy. Wielka w tym zasługa Jacka Żebrowskiego, wieloletniego badacza historii Westerplatte. Marszalec zbyt daleko uogólnia swoją krytykę mojego opisu postawy Sucharskiego opartej na relacjach bezpośrednich świadków wydarzeń celowo nie zauważając, że nie tworzę zbyt daleko idących uogólnień, a sprawy kontrowersyjne wymagające dalszych badań mają formę pytań lub hipotez, a nie kategorycznych twierdzeń. Marszalec stara się zdyskredytować moja książkę przedstawiając ją – widać tak mu wygodnie – jako traktującą jedynie o kontrowersjach wokół osoby Sucharskiego.

Marszalec atakuje mnie także za to, że wybiórczo skorzystałem z relacji zawartych w zbiorze Z. Flisowskiego. Jest po raz kolejny w błędzie. To w książce „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” po raz pierwszy opisuję manipulacje związane z publikacją relacji obronców, gdy bez skrupułów wycinano czasem całe strony, albo nazwisko Dąbrowskiego zastępowano nazwiskiem Sucharskiego, tylko po to aby uwiarygodnić mit o rzekomej bohaterskiej postawie majora w czasie wszystkich 7 dni obrony. Po raz pierwszy relacje z książki Flisowskiego zostały zweryfikowane, zinterpretowane i wykorzystane. Także po raz pierwszy zostały zestawione materiały źródłowe polskie i niemieckie, dotychczas w książkach historyków skrzętnie pomijane jako niewygodne. Oczywiście wszystkie materiały z moich zbiorów, jak i Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej WST na Westerplatte są dostępne dla obiektywnych, rzetelnych i profesjonalnych historyków oraz badaczy. Ale dyżurni historycy z Muzeum II Wojny Światowej nie są tym zainteresowani. Co najwyżej przejęciem części lub nawet całości zbiorów Stowarzyszenia (mówię tu m.in. o zabytkowych armatach) czemu grzecznie dyrekcji muzeum odmówiłem. Stąd może ta frustracja i złość Marszalca oraz jego współpracowników? Marszalec woli traktować członków Stowarzyszenia jako zagrożenie i konkurencję, którą należy wszelkimi możliwymi środkami zwalczyć, a ich zbiory przejąć. Na razie efektem działań Muzeum jest mizerna wystawa na Westerplatte kosztująca miliony, a której efektem jest m.in. zniszczenie jedynego zachowanego przedpola polskiego stanowiska obronnego, czyli placówki „Fort”. Poza wszelkim komentarzem pozostawiam inne działania Muzeum, jak np. to, że jego dyrekcja odmówiła współpracy przy tablicy upamiętniającej M. Rejewskiego - jednego z trójki słynnych deszyfratorów 'Enigmy' tłumacząc to tym, że kolejna tablica (a są „aż” dwie w Polsce) byłaby deprecjacją osiągnięć i osoby słynnego matematyka...

Mój adwersarz pomija skrzętnie fakt, że „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” nie jest publikacją o dowodzeniu obroną i kontrowersjami z tym związanymi o czym pisałem wyżej. Marszalec skupił się jedynie na tych fragmentach książki, które są wygodne dla poparcia jego tezy, iż książka jest napisana po to, by szkalować dobre imię Sucharskiego. Sprawa dowodzenia to jeden z wielu wątków książki, która przede wszystkim opisuje bohaterstwo polskich żołnierzy, a także po raz pierwszy sztukę wojenną i zasady prowadzenia walki na Westerplatte po stronie polskiej i niemieckiej w oparciu m.in. o przedwojenne regulaminy i instrukcje piechoty. Marszalec celowo pomija także załącznik „O krok od Termopil” ostatecznie obalający mit o rzekomych 12 godzinach obrony, który to załącznik opiera się na materiałach pozostawionych przez mjr. Fabiszewskiego, będącego komendantem Składnicy w latach 1934-38. Fabiszewski w latach 60-tych XX w. poświęcił wiele lat swojego życia prowadząc badania i swojego rodzaju „prywatne śledztwo”, które miało m.in. wykazać dlaczego obrona Składnicy trwała tak krótko przy możliwościach dalszej skutecznej obrony.

Marszalec nie wie, bo nie czytał dokładnie recenzowanej książki (skupiając się jedynie li tylko na jednym jedynym przypisie w książce...), że zdecydowana większość relacji obrońców Westerplatte, a także niemieckich żołnierzy, to relacje spisywane od 1945 r., a nie w latach 70-tych czy 80-tych XX w. I są to relacje, które były przygotowane pod kątem mającej powstać prawie 30 lat temu książki J. Żebrowskiego, o którego napisanie o prawdziwej historii obrony Składnicy poprosili sami obrońcy, z których większością był mocno zaprzyjaźniony, a którą to książkę ostatecznie na prośbę p. Żebrowskiego i motywowany przez prof. Wieczorkiewicza napisałem ja.

Dla Marszalca niewygodny jest także fakt, że Naczelny Wódz wzywał obronę Oksywia i Westerplatte do wytrwania na posterunku co wiązało się z walką do ostatniego naboju lub ostatniego żołnierza. Wiedzieli o tym żołnierze w trakcie walki. Fakt niewygodny, więc pominięty w recenzji mojej pracy, jak i wiele ważnych szczegółów, które po raz pierwszy zostały opublikowane rzucając nowe światło na obraz obrony Składnicy.

Marszalec zarzuca mi także kradzież materiałów ikonograficznych z archiwów państwowych! Jak widać nie może przeboleć faktu, że zbiory Stowarzyszenia pozyskiwane w antykwariatach, aukcjach internetowych i kolekcjonerów za prywatne pieniądze jego członków i sponsorów są najprawdopodobniej największe w Polsce. Ponad 700 zdjęć w książce, większość archiwalnych, nigdy nie publikowanych, mapy, plany, wizualizacje 3D obiektów – to efekt kilku lat pracy Stowarzyszenia. Marszalec insynuując mi kradzież, czy sam ma czyste sumienie? Bo nie kto inny tylko właśnie Marszalec w swoim artykule o Westerplatte w magazynie „30 dni” (nr 3/2009) bez skrupułów wykorzystał cudzy plan Westerplatte (autorstwa członka SRH WST), zasłaniając miejsce podpisu autora planu, który został opracowany na bazie materiałów będących własnością Stowarzyszenia, a także nie podając źródła skąd go pozyskał. Jak więc nazwać naukowca który kradnie?

Marszalec atakuje mnie nawet za to, że na zdjęciu przy notce biograficznej jestem w fotochromowych okularach... Podobne absurdalne ataki przyjmowałem ze strony reżysera mającego powstać filmu, szkalującego polskich obrońców. I w podobny sposób po wojnie komunistyczna propaganda sterowana przez UB atakowała polskich patriotów przedstawiając ich z czapkami naciągniętymi na oczy lub ciemnych okularach. Marszalec woli unikać konfrontacji stawiając się po stronie tych którzy ograniczają swobodę badań historycznych, zwłaszcza nad historią najnowszą.

Miarą sukcesu jest często liczba wrogów i ich tożsamość. Cieszy mnie więc to, że do grona moich przeciwników przystępuje Muzeum II W.Ś. Jak do tej pory byli to funkcjonariusze SB, nierzetelni historycy oraz ich wychowankowie, a także stronnictwa niemieckie, których serce bije dla Eriki S. Myślę, że pracownicy Muzeum II W.Ś. odnajdą się w którejś z tych grup.


Mariusz Wójtowicz-Podhorski

+1 / -1 zgłoś naruszenie odpowiedz

Obiektywna recenzja...

Jegorow (gość) 15.07.10, 12:45:03

Westerplatte 1939. Prawdziwa historia

„Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” autorstwa Mariusza Wójtowicza-Podhorskiego to książka, na którą czekało od dawna środowisko miłośników historii II w.ś. Przygotowywana przez cztery lata, 664 stronicowa publikacja z niezwykłą dbałością o szczegóły pokazuje nie tylko obraz walk w ciągu siedmiu pierwszych dni września, ale i historię Wojskowej Składnicy Tranzytowej, a także powojenne losy półwyspu Westerplatte. Pod wieloma względami jest to niemal analityczne studium historyczno-wojskowe poświęcone obronie Wojskowej Składnicy Tranzytowej.
Autor książki jest dobrze znany miłośnikom historii II w.ś., a w szczególności przedwojennego Wojska Polskiego. Od kilku lat intensywnie zajmuje się ratowaniem i ochroną zabytków Westerplatte, a także poszukiwaniem pamiątek związanych z obroną Składnicy. W dążeniu do zachowania legendy Obrońców i należytego upamiętnienia pola bitwy ma na tym polu szereg spektakularnych sukcesów. Jest również inicjatorem powołania Muzeum Westerplatte. Jego działania na rzecz zachowania złotej legendy Obrońców i należytego upamiętnienia pola bitwy odbijają się zazwyczaj dużym echem w mediach.
Pierwszą publikacją autora był paradokumentalny komiks „Westerplatte. Załoga śmierci”. I tym razem jego „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” jest kolejnym niezwykle ciekawym przykładem skutecznego popularyzowania historii, w oparciu o szczegółowy i rzetelny warsztat wsparty bogatą bazą źródłową.
W „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” ta właśnie szczegółowość wysuwa się na plan pierwszy. Mamy tu do czynienia z kompletną pracą, ukazującą m.in. na podstawie nieznanych wcześniej relacji, prywatnej korespondencji i pamiętników obrońców, niemieckich raportów wojskowych i dzienników okrętowych, obraz siedmiodniowych walk z dokładnością w zasadzie co do minuty. Na uwagę zasługuje analiza źródeł, w tym np. kilku relacji tej samej osoby dotyczącej jednego zdarzenia, ale spisanych w różnych okresach czasu. Dzięki niezwykłej szczegółowości, epizody znane wcześniej, jak i te odkryte przez autora, zyskały wreszcie precyzyjne umiejscowienie w czasie. Zwraca uwagę też niespotykana we wcześniejszych publikacjach dokładna analiza taktyki stron walk o Westerplatte zestawiana m.in. z przedwojennymi podręcznikami taktyki piechoty, czy wojskowymi instrukcjami.
Książka ujawnia kilkadziesiąt nieznanych szerzej historii związanych z Westerplatte, jak choćby m.in. fakt zakupu półwyspu Westerplatte z rąk niemieckich przez Polaków po I w.ś. Poznajemy wreszcie kto i dlaczego strzelił na przedpolu Składnicy 1 IX o godz. 0430. Dowiadujemy się o nocnej walce z Niemcami w kasynie podoficerskim, czy próbie uratowania ciężko rannego strz. Ussa przez niemiecki patrol. Niezwykle istotny jest dla całości książki demontaż mitu o rzekomym rozkazie obrony mającej trwać tylko 12 godzin. Wspiera w tym autora załącznik z sensacyjną korespondencją płk. S. Fabiszewskiego, komendanta Składnicy w l. 1933-38, który po wojnie walczył z właśnie z tym mitem szkodzącym legendzie Obrońców. Prowadził on również prywatne dochodzenie mające ustalić dlaczego obrona Westerplatte trwała tak krótko (Składnica była przygotowywana do 3-4 tygodniowej walki).
Mariusz Wójtowicz – Podhorski, znany jest z wieloletniego badania konfliktu pomiędzy dwoma najwyższymi oficerami, przebywającymi podczas obrony na terenie Wojskowej Składnicy Tranzytowej – mjr. Sucharskim i kpt. Dąbrowskim. Wątek ten nie jest jednak dla autora pierwszoplanowy. W publikacji Wójtowicza-Podhorskiego poznajemy innych bohaterów, którzy choć wcześniej znani, to ukazywani byli na drugim lub trzecim planie. W książce bez wątpienia na pierwszym planie jest doświadczony weteran, chor. Jan Gryczman, dzięki któremu tak naprawdę zaczęła się siedmiodniowa obrona, a nie klęska polskiego garnizonu w pierwszej godzinie wojny. Szczególną uwagę autor poświęca też bohaterskiemu lekarzowi kpt. Mieczysławowi Słabemu, zakatowanemu po wojnie przez Informację Wojskową.
Obraz historii Westerplatte uzupełniony jest gigantyczną ilością aż 691 fotografii (!) archiwalnych, jak i współczesnych, aranżowanych specjalnie dla zilustrowania książki z udziałem grup rekonstrukcji historycznych. Jest to ilość dotychczas niespotykana w żadnej innej podobnej publikacji. Monografia składa się z przedmowy, dwunastu rozdziałów, załączników, dodatków, planów, kalendarium, bibliografii i indeksu nazwisk oraz nazw. W 27 dodatkach i załącznikach mamy ponadto efekt benedyktyńskiej kilkuletniej pracy autora, czyli m.in. szczegółowy spis nazwisk i stopni polskich żołnierzy oraz ich przydziały na stanowiska bojowe w dniach 1-7 IX 39 r., prawdopodobny przydział żołnierzy WST na Westerplatte na stanowiska bojowe rankiem 1 IX, wykazy polskich i niemieckich żołnierzy zabitych, ciężko i lekko rannych w trakcie walk o Westerplatte. Książkę uzupełniają szczegółowe dane oraz ilustracje uzbrojenia i sprzętu obydwu stron bitwy. Interesujące jest poglądowe porównanie sił zaangażowanych w walki o Westerplatte, czy załącznik „Westerplatte po wojnie – krajobraz po bitwie” opisujący dzieje Westerplatte od 1945 r. aż do dnia dzisiejszego.
Książka zawiera ponadto 28 perfekcyjnie przygotowanych map, które zostały wykonane w oparciu o bardzo szczegółową mapę topograficzną z 1934 r. obejmująca m.in. położenie pojedynczych latarni, umocnień polowych, posterunków. Mapy obrazujące poszczególne etapy działań pokazują nie tylko przebieg natarć z udziałem poszczególnych plutonów, ale nawet ważne epizody np. z udziałem zaledwie dwóch żołnierzy (rozkręcenie toru przez Polaków). Ciekawostką jest też nigdy wcześniej nie publikowany plan współczesnego wyglądu Westerplatte nałożonego na plan z 1934 r. To czego wcześniej nie było w innych monografiach bitew to m.in. trójwymiarowe wizualizacje obiektów fortyfikacyjnych z dołączonymi planami i wykazem żołnierzy na danym stanowisku bojowym. Rzuty poziome i zdjęcia wykonane przez autora w miejscach niedostępnych zwiedzającemu Westerplatte znakomicie uzupełniają wizualizacje umożliwiając czytelnikowi „poruszanie się” po Składnicy w trakcie lektury książki.
Publikacja opatrzona jest bardzo dokładnymi przypisami autora, których jest łącznie 2699! W przypisach autor umieścił często wyniki własnych badań, gdzie wielokrotnie podkreśla, że pojawiające się sprzeczności w różnych źródłach pozostawia do wyjaśnienia w przyszłości. Zastrzega, że być może ich rozwiązanie może się okazać już niemożliwe.
Cennym uzupełnieniem jest kalendarium wydarzeń zaczynające się od 1919 r., a kończące na 2009 r. Książkę zamyka bibliografia z wykazem źródeł, książek, planów i map, opracowań, tytułów prasowych, audycji radiowych, materiałów filmowych, instrukcji wojskowych, która obejmuje aż 19 stron.
Książka jest dobrze skonstruowana, więc dobrze się z niej korzysta i czyta, miejscami jak fascynującą paradokumentalną opowieść. Podkreślić należy w tym miejscu bardzo wysoki poziom edytorski wydawnictwa. Jedynymi grzechami publikacji jest swobodna miejscami interpretacja faktów, a także przedstawienie przez autora opinii mogących powodować ostrą polemikę.
Tak czy inaczej, praca Podhorskiego, zwłaszcza ze względu na swoją szczegółowość, ma niewątpliwie wyjątkowy charakter. Absolutnie predestynujący ją do miana bezprecedensowej na współczesnym rynku wydawniczym. Ze względu jednak na wielość komentarzy oraz wysuwanie przez autora, do czego ma prawo, wielu hipotez, jest to jednak pozycja skierowana do świadomego i wyrobionego czytelnika, który ma już własny osąd i porusza się samodzielnie oraz z własną wiedzą po wielu z zamieszczonych w niej kwestiach dotyczących Westerplatte.


Bartosz Gondek
Marcin Tymiński

Militarny Magazyn Specjalny „Komandos” nr 6 (204) 2010

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Obiektywna recenzja...

Jegorow (gość) 15.07.10, 12:44:50

Westerplatte 1939. Prawdziwa historia

„Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” autorstwa Mariusza Wójtowicza-Podhorskiego to książka, na którą czekało od dawna środowisko miłośników historii II w.ś. Przygotowywana przez cztery lata, 664 stronicowa publikacja z niezwykłą dbałością o szczegóły pokazuje nie tylko obraz walk w ciągu siedmiu pierwszych dni września, ale i historię Wojskowej Składnicy Tranzytowej, a także powojenne losy półwyspu Westerplatte. Pod wieloma względami jest to niemal analityczne studium historyczno-wojskowe poświęcone obronie Wojskowej Składnicy Tranzytowej.
Autor książki jest dobrze znany miłośnikom historii II w.ś., a w szczególności przedwojennego Wojska Polskiego. Od kilku lat intensywnie zajmuje się ratowaniem i ochroną zabytków Westerplatte, a także poszukiwaniem pamiątek związanych z obroną Składnicy. W dążeniu do zachowania legendy Obrońców i należytego upamiętnienia pola bitwy ma na tym polu szereg spektakularnych sukcesów. Jest również inicjatorem powołania Muzeum Westerplatte. Jego działania na rzecz zachowania złotej legendy Obrońców i należytego upamiętnienia pola bitwy odbijają się zazwyczaj dużym echem w mediach.
Pierwszą publikacją autora był paradokumentalny komiks „Westerplatte. Załoga śmierci”. I tym razem jego „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” jest kolejnym niezwykle ciekawym przykładem skutecznego popularyzowania historii, w oparciu o szczegółowy i rzetelny warsztat wsparty bogatą bazą źródłową.
W „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” ta właśnie szczegółowość wysuwa się na plan pierwszy. Mamy tu do czynienia z kompletną pracą, ukazującą m.in. na podstawie nieznanych wcześniej relacji, prywatnej korespondencji i pamiętników obrońców, niemieckich raportów wojskowych i dzienników okrętowych, obraz siedmiodniowych walk z dokładnością w zasadzie co do minuty. Na uwagę zasługuje analiza źródeł, w tym np. kilku relacji tej samej osoby dotyczącej jednego zdarzenia, ale spisanych w różnych okresach czasu. Dzięki niezwykłej szczegółowości, epizody znane wcześniej, jak i te odkryte przez autora, zyskały wreszcie precyzyjne umiejscowienie w czasie. Zwraca uwagę też niespotykana we wcześniejszych publikacjach dokładna analiza taktyki stron walk o Westerplatte zestawiana m.in. z przedwojennymi podręcznikami taktyki piechoty, czy wojskowymi instrukcjami.
Książka ujawnia kilkadziesiąt nieznanych szerzej historii związanych z Westerplatte, jak choćby m.in. fakt zakupu półwyspu Westerplatte z rąk niemieckich przez Polaków po I w.ś. Poznajemy wreszcie kto i dlaczego strzelił na przedpolu Składnicy 1 IX o godz. 0430. Dowiadujemy się o nocnej walce z Niemcami w kasynie podoficerskim, czy próbie uratowania ciężko rannego strz. Ussa przez niemiecki patrol. Niezwykle istotny jest dla całości książki demontaż mitu o rzekomym rozkazie obrony mającej trwać tylko 12 godzin. Wspiera w tym autora załącznik z sensacyjną korespondencją płk. S. Fabiszewskiego, komendanta Składnicy w l. 1933-38, który po wojnie walczył z właśnie z tym mitem szkodzącym legendzie Obrońców. Prowadził on również prywatne dochodzenie mające ustalić dlaczego obrona Westerplatte trwała tak krótko (Składnica była przygotowywana do 3-4 tygodniowej walki).
Mariusz Wójtowicz – Podhorski, znany jest z wieloletniego badania konfliktu pomiędzy dwoma najwyższymi oficerami, przebywającymi podczas obrony na terenie Wojskowej Składnicy Tranzytowej – mjr. Sucharskim i kpt. Dąbrowskim. Wątek ten nie jest jednak dla autora pierwszoplanowy. W publikacji Wójtowicza-Podhorskiego poznajemy innych bohaterów, którzy choć wcześniej znani, to ukazywani byli na drugim lub trzecim planie. W książce bez wątpienia na pierwszym planie jest doświadczony weteran, chor. Jan Gryczman, dzięki któremu tak naprawdę zaczęła się siedmiodniowa obrona, a nie klęska polskiego garnizonu w pierwszej godzinie wojny. Szczególną uwagę autor poświęca też bohaterskiemu lekarzowi kpt. Mieczysławowi Słabemu, zakatowanemu po wojnie przez Informację Wojskową.
Obraz historii Westerplatte uzupełniony jest gigantyczną ilością aż 691 fotografii (!) archiwalnych, jak i współczesnych, aranżowanych specjalnie dla zilustrowania książki z udziałem grup rekonstrukcji historycznych. Jest to ilość dotychczas niespotykana w żadnej innej podobnej publikacji. Monografia składa się z przedmowy, dwunastu rozdziałów, załączników, dodatków, planów, kalendarium, bibliografii i indeksu nazwisk oraz nazw. W 27 dodatkach i załącznikach mamy ponadto efekt benedyktyńskiej kilkuletniej pracy autora, czyli m.in. szczegółowy spis nazwisk i stopni polskich żołnierzy oraz ich przydziały na stanowiska bojowe w dniach 1-7 IX 39 r., prawdopodobny przydział żołnierzy WST na Westerplatte na stanowiska bojowe rankiem 1 IX, wykazy polskich i niemieckich żołnierzy zabitych, ciężko i lekko rannych w trakcie walk o Westerplatte. Książkę uzupełniają szczegółowe dane oraz ilustracje uzbrojenia i sprzętu obydwu stron bitwy. Interesujące jest poglądowe porównanie sił zaangażowanych w walki o Westerplatte, czy załącznik „Westerplatte po wojnie – krajobraz po bitwie” opisujący dzieje Westerplatte od 1945 r. aż do dnia dzisiejszego.
Książka zawiera ponadto 28 perfekcyjnie przygotowanych map, które zostały wykonane w oparciu o bardzo szczegółową mapę topograficzną z 1934 r. obejmująca m.in. położenie pojedynczych latarni, umocnień polowych, posterunków. Mapy obrazujące poszczególne etapy działań pokazują nie tylko przebieg natarć z udziałem poszczególnych plutonów, ale nawet ważne epizody np. z udziałem zaledwie dwóch żołnierzy (rozkręcenie toru przez Polaków). Ciekawostką jest też nigdy wcześniej nie publikowany plan współczesnego wyglądu Westerplatte nałożonego na plan z 1934 r. To czego wcześniej nie było w innych monografiach bitew to m.in. trójwymiarowe wizualizacje obiektów fortyfikacyjnych z dołączonymi planami i wykazem żołnierzy na danym stanowisku bojowym. Rzuty poziome i zdjęcia wykonane przez autora w miejscach niedostępnych zwiedzającemu Westerplatte znakomicie uzupełniają wizualizacje umożliwiając czytelnikowi „poruszanie się” po Składnicy w trakcie lektury książki.
Publikacja opatrzona jest bardzo dokładnymi przypisami autora, których jest łącznie 2699! W przypisach autor umieścił często wyniki własnych badań, gdzie wielokrotnie podkreśla, że pojawiające się sprzeczności w różnych źródłach pozostawia do wyjaśnienia w przyszłości. Zastrzega, że być może ich rozwiązanie może się okazać już niemożliwe.
Cennym uzupełnieniem jest kalendarium wydarzeń zaczynające się od 1919 r., a kończące na 2009 r. Książkę zamyka bibliografia z wykazem źródeł, książek, planów i map, opracowań, tytułów prasowych, audycji radiowych, materiałów filmowych, instrukcji wojskowych, która obejmuje aż 19 stron.
Książka jest dobrze skonstruowana, więc dobrze się z niej korzysta i czyta, miejscami jak fascynującą paradokumentalną opowieść. Podkreślić należy w tym miejscu bardzo wysoki poziom edytorski wydawnictwa. Jedynymi grzechami publikacji jest swobodna miejscami interpretacja faktów, a także przedstawienie przez autora opinii mogących powodować ostrą polemikę.
Tak czy inaczej, praca Podhorskiego, zwłaszcza ze względu na swoją szczegółowość, ma niewątpliwie wyjątkowy charakter. Absolutnie predestynujący ją do miana bezprecedensowej na współczesnym rynku wydawniczym. Ze względu jednak na wielość komentarzy oraz wysuwanie przez autora, do czego ma prawo, wielu hipotez, jest to jednak pozycja skierowana do świadomego i wyrobionego czytelnika, który ma już własny osąd i porusza się samodzielnie oraz z własną wiedzą po wielu z zamieszczonych w niej kwestiach dotyczących Westerplatte.


Bartosz Gondek
Marcin Tymiński

Militarny Magazyn Specjalny „Komandos” nr 6 (204) 2010

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

historio wróc

Jaksa (gość) 29.10.09, 21:55:22

Cieszę się, że zawodowy historyk dokonał oceny tego utworu. Od pewnego czasu wielu panom wydaje się , że oni tylko maja patent na prawdę historyczną. Zapomnieli tylko, że historia jest nauką a nie zbiorem tanich sensacji, do tego nie podpartych naukową metodologią. Historyk - tak jak prawnik - może mówic lub pisac na podstawie faktów a oskarżac na podstawie dowodów. Wszelkie inne "zasłyszane prawdy" nie mieszczą się w historii. Prawidłowa weryfikacja źródeł należy do zadań autora dzieła, jeśli tego nie potrafi niech kopie ogródek, a nie zarobkuje na niesprawdzonych mitach. "Jeden świadek naoczny więcej znaczy niż dziesięciu, którzy słyszeli na własne uszy". To podstawowa zasada warsztatu historyka, jak kto o tym nie wie to proponuję aby uprawiał buraczki.

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

młody wilczek z PO :) szkudzisz pan prawdzie mesje shkudlinsky

krysy (gość) 30.09.09, 20:08:06

.

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Dodaj komentarz

Rozrywka

Dziennik Bałtycki

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Dziennik Bałtycki", poniedziałek 13.02.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Biuro Prenumeraty

Targ Drzewny 9/11
80-894 Gdańsk
tel. 58 30 03 694
infolinia 801 15 00 26

Prenumerata

Zamów prenumeratę

Reklama:

Biuro Reklamy Gdańsk
Gdańsk, Targ Drzewny 9/11
tel. 58 30 03 274
fax. 58 30 03 202

Biuro Reklamy Gdynia
ul. 10 Lutego 11
C.H. BATORY - III p.
(wejście od ul. Batorego)
tel. 58 660 65 11
fax 58 660 65 14

Reklama

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

Polska Dziennik Bałtycki

80-894 Gdańsk
Targ Drzewny 9/11
tel. 058 30 03 300
fax 058 30 03 303

Redakcja


Oddziały lokalne redakcji

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy zakaz eksponowania symboli religijnych przez personel linii lotniczych jest słuszny?