Dyrektor oskarżany o obojętność

    Dyrektor oskarżany o obojętność

    Mateusz Węsierski

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Mała wieś Kramarzyny w gminie Tuchomie i mała wiejska szkoła. Społeczeństwo zżyte z sobą, a nauczyciele to często krewni dzieci albo przyjaciele rodziny. W takim środowisku w jednym z domów prawdopodobnie dochodziło do maltretowania dwóch uczniów podstawówki - chłopców w wieku ośmiu i dziewięciu lat.
    Katem ma być ojczym - rodowity mieszkaniec Kramarzyn, a zarazem wychowanek miejscowej szkoły, który w domu trzymał rygor. Niektórzy twierdzą, że znęcał się nad dziećmi. Bytowska prokuratura bada tę sprawę. Mężczyźnie grozi do pięciu lat pozbawienia wolności, ale krytyka dotyczy też byłego dyrektora szkoły, który wiedział o dramacie dzieci, ale nie odważył się zawiadomić organów ścigania. Tłumaczy, że bał się reakcji mieszkańców.

    Były dyrektor Jacek Wójcik [od początku lipca jest już na emeryturze - dop. red.] wciąż boi się, że udzielanie się w tej sprawie zaszkodzi mu. Tłumaczy, że w Kramarzynach każdy każdego zna, a ojczym nie pochodzi z patologicznej rodziny.
    Jest dobrze wykształcony, ale jak to określił były dyrektor - nieco za surowy. Tak też uważał, gdy pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały. Zamiast zgłosić sprawę na policji, szkoła w Kramarzynach wysłała dwójkę dzieci do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w pobliskim Miastku. Tam trafiły pod czujne oko psychologów, którzy delikatnie wydobyli z nich prawdę.

    - Dyrektor przez telefon mówił mi, że dzieci przychodziły do szkoły z siniakami i jak to nazywał "poszarpanymi uszkami", a w nocy klęczały na grochu. Przyznał, że bał się rozdmuchiwania sprawy, bo sam mieszka w Kramarzynach. Postąpił karygodnie, ale my go wyręczyliśmy. Sami złożyliśmy doniesienie - mówi Wanda Gajlewicz, dyrektor poradni.

    Przed oblicze sprawiedliwości została wezwana również Anna K., matka chłopców, którą ze Starogardu Gdańskiego do Kramarzyn ściągnęła miłość do pewnego inżyniera. Ojczym wychowywał jej pociechy z pierwszego małżeństwa i dziecko, które urodziło się, gdy zamieszkali już razem.
    - Matka odmówiła zeznań. Sprawę umorzyliśmy - mówi Ryszard Krzemianowski, prokurator z Bytowa.

    Na tym się jednak nie skończyło. Dzieci nadal przychodziły do szkoły ze śladami bicia. W tym czasie związek z mieszkańcem Kramarzyn rozpadł się. Anna K. wróciła do rodzinnego Starogardu Gdańskiego. Dopiero wtedy zdecydowała się zeznawać i prokuratura wznowiła sprawę zgłoszoną przez miastecką poradnię. Teraz śledztwo toczy się od nowa, a dzieci przebywają u dziadków, bo sąd rodzinny odebrał matce część praw rodzicielskich.

    - Ona była pod wyraźną dominacją tego mężczyzny, co nie oznacza, że nie powinna była w porę zareagować - podkreśla mieszkanka Kramarzyn.

    Gromy biją też w dyrektora szkoły, który wiedział, ale nie powiedział. Teraz tłumaczy, że taki sposób postępowania ustalił z poradnią.

    - To nieprawda. Dyrektor bał się. Liczył na to, że wyręczy się nami. No i miał rację, co nie oznacza, że postąpił dobrze - zaznacza Wanda Gajlewicz.

    Prokuratura Rejonowa w Bytowie do końca lipca ma zakończyć śledztwo w tej sprawie. Zeznania zbierają policjanci z położonego koło Kramarzyn Tuchomia.

    - Jeżeli stawiane zarzuty potwierdzą się, to ojczyma czeka sroga kara - podkreśla prokurator Krzemianowski.

    Niewykluczone, że były dyrektor będzie teraz zmuszony do złożenia oficjalnych zeznań.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo