Menu Region

Andrzej Marciniak: Życie i śmierć w górach

Andrzej Marciniak: Życie i śmierć w górach

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Dziennik Bałtycki

Irena Łaszyn

Prześlij Drukuj
Niektórzy mówią, że góry się o niego upomniały. Dwadzieścia lat temu jako jedyny z szóstki przyjaciół ocalał pod Mount Everestem. Tydzień temu zginął podczas wspinaczki w Tatrach Słowackich. O gdańskim himalaiście Andrzeju Marciniaku i wypadku, który zdarzył się na Pośredniej Grani, pisze Irena Łaszyn
Najpierw poszli na Żółtą Ścianę, taką turnię wyrastającą z północno-wschodnich stoków Pośredniej Grani. Drogą piątkową, nadzwyczaj trudną. Obyło się bez niespodzianek, bo Marcin, jak Andrzeja Marciniaka nazywali, poprowadził piękny wyciąg, najcięższy na tej trasie. To było w środę, 5 sierpnia. W czwartek padał deszcz, więc pojechali do Popradu, do sklepu sportowego, po kostki, buty, uprząż. To znac
zy - oni pojechali, bo Marcin został w Dolinie Małej Zimnej Wody. Poszedł w góry, szukał trasy na następny dzień.

- W piątek rano wyruszyliśmy w trójkę na 2662 - relacjonuje himalaista Jan Szulc, zwany Jasiu. - To droga na Wielką Rywocińską Turnię, na Pośredniej Grani. Pod takim numerem widnieje w taternickich przewodnikach, na przykład u Witolda Paryskiego, tak ją więc między sobą nazywamy. Oficjalnie - Droga Szczepańskich. Nie jest ani specjalnie długa, ani trudna. Ocenialiśmy ją na jakieś półtorej godziny. Najcięższe wydawało się podejście pod ścianę, przez potok, kosówki, piarg z ruchomymi blokami skalnymi, do Żlebu Rywocińskiego.

Tam jeszcze nie byli, bo zawsze szuka się nowych dróg, a nie - chodzi po starych. Przed laty zaliczyli te trudniejsze, w Dolinie Kieżmarskiej, Mięguszewieckiej, Bielskiej, też w Słowackich Tatrach. Tym razem zdecydowali się na trasy w Dolinie Małej Zimnej Wody. Przyjechali silną grupą, sami przyjaciele, część z Gdańska, część z Warszawy. Marek Roslan, lekarz, który był z Marcinem na Evereście, zabrał kolegów, Jasiu - żonę, podobnie jak Wajk, czyli himalaista Waldek Soroka. A Marcin wziął 17-letniego syna, bo on wszędzie z Łukaszem wyjeżdżał, tak byli związani. Zamieszkali w Chacie Zamkovskiego.

- Dolina Małej Zimnej Wody jest piękna: wodospady, stawy, potok…- Jasiu próbuje kontynuować, ale głos mu się łamie. Milknie. Mówi, że może komuś innemu lepiej by się rozmawiało. Jemu nie, bo on tam był. Co zamknie oczy, to mu się to przesuwa, klatka po klatce. A więc: Idą w trójkę, on, Marcin i Wajk. Zakładają stanowisko. Marcin zaczyna prowadzić. Przechodzi przez taki filarek, potem robi trawers po płaśni, podchodzi do kominka. Wajk go asekuruje. Dalej, zgodnie z opisem Paryskiego, Marcin wspina się "z płaśni w górę, na zaklinowany w kominku blok, po czym...".

I ten blok wylatuje, pociągając Marcina ze sobą. Kamień go przygniata.

- Z jakiej wysokości spadł?

- To było obsunięcie, a nie lot. Gdyby nie ten blok, to najwyżej by się podrapał…
1 3 4 5 ... 8 »
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama