Menu Region

"Złoto Renu" Wagnera w Operze Leśnej

"Złoto Renu" Wagnera w Operze Leśnej

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Dziennik Bałtycki

Jarosław Zalesiński

Prześlij Drukuj
Poniedziałkowe koncertowe wykonanie "Złota Renu" w Operze Leśnej zaskoczyło nie mnie jednego.
- Wypadło lepiej niż się spodziewałem - mówi Józef Kański, wielce zasłużony krytyk muzyczny, który przyjechał do Sopotu specjalnie na koncert.- Można było oczekiwać, że nie będzie zadowalające, choćby z powodu tak krótkiego czasu przygotowań. Nie spodziewałem się, że uda się zebrać tak znakomity zespół wykonawców.

Solistów zaprosił do Sopotu producent koncertu, Daniel Kotliński, sam zresztą wykonujący w poniedziałek partię Donnera.
Partię Albericha, jedną z kluczowych, Kotliński zaproponował Tomaszowi Koniecznemu, który tą samą rolą debiutował w operach drezdeńskiej i wiedeńskiej. W Wiedniu z takim powodzeniem, że zakontrakowano z nim występy w całym cyklu "Pierścienia Nibelungów", a do swojej wersji "Złota Renu" zaprosiła go także opera berlińska. Występ Koniecznego w Sopocie powiedział wszystko o powodach jego tak szybko rozwijającej się kariery. Spośród solistów sopocka publiczność świetnie przyjęła także basa Kristina Sigmundsona (Fasolt) i grającego postać Logego - właśnie grającego, mimo iż była to tylko koncertowa wersja - tenora Jeffa Martina.

To przełom w próbach reaktywowania festiwalu wagnerowskiego

Każdy z solistów wymagałby pewnie osobnej oceny, ale nie uznaję się za właściwą osobę, by takie cenzurki wystawiać. Powiem za to co innego - "Złoto Renu" to przełom w historii prób reaktywowania w Sopocie tradycji sopockiego festiwalu wagnerowskiego. Mają one już długą tradycję. Nie dalej niż dwa tygodnie temu mogliśmy obejrzeć w Operze Leśnej przedstawienie "Tristana i Izoldy" teatru w Chemnitz. Cóż z tego, że lepsze niż pokazany rok temu "Holender tułacz" teatru z Neubrandenburga, skoro niemieckim artystom i orkiestrze nie udało się stworzyć tej magicznej niemal atmosfery, jaka towarzyszyła poniedziałkowemu wykonaniu "Złota Renu". - Taką atmosferę udało się kiedyś stworzyć w "Tannhauserze", przygotowanym przez Operę Bałtycką i teatr z Ingolstadt - przypomina mi obecny w poniedziałek w Operze Leśnej Jarosław Sellin, były wiceminister kultury, a po godzinach miłośnik opery. Prawda, ale od tamtego wydarzenia minęło, bagatela, 10 lat.
1 »
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama